Wiem, że na blogu od dłuższego czasu panowała cisza i przyznam się, że ostatnie dni nie sprzyjały ani czytaniu, ani pisaniu. Zaangażowałam się w pewien projekt, o którym usłyszycie już niebawem (mówię Wam, to coś naprawdę wielkiego!). Poza tym jakby na przekór pięknej pogodzie, dopadło mnie paskudne przeziębienie. Zupełny brak energii… Jednak wykrzesałam jeszcze trochę sił i jest – podsumowanie ostatnio przeczytanych książek. Znów trzy zupełnie różne pozycje, na pewno nie jest nudno 🙂

„Siedem spódnic Alicji” Joanna Jurgała-Jureczka.

Spodziewałam się przyjemnej, ciepłej powieści, której akcja rozgrywa się na prowincji… i dokładnie to dostałam. Mamy tu bardzo różnorodnych bohaterów – różnorodnych pod względem wieku, charakteru, stylu życia. Na pierwszy plan oczywiście wysuwa się tytułowa młodziutka i ładna Alicja, zafascynowana historią arystokratycznych rodów i skrywająca pewne tajemnice z przeszłości. W hotelu „U Hrabiny” próbuje poukładać myśli po zakończeniu nieudanego związku, nawiązuje znajomość z zapatrzonym w siebie celebrytą i pomaga w rozwiązaniu pewnej zagadki. Było troszkę zabawnie, troszkę smutno, troszkę refleksyjnie, choć książka nie wzbudziła we mnie większych emocji. Myślę, że jest w niej spory potencjał, którego autorka niestety nie wykorzystała: mamy bardzo ciekawe fakty historyczne, wątek miłosny (a nawet kilka), trudne relacje ojca z synem, różnice wynikające z pochodzenia, co nieco o wielkiej karierze, mamy dobrze przedstawione realia życia w małej wiosce… czyli bardzo dużo bardzo fajnych wątków, niestety wszystkie tylko „liźnięte”, żaden z nich nie został rozwinięty na tyle, żeby naprawdę mocno wciągnąć. A szkoda 🙁 Tak samo, jeśli chodzi o samych bohaterów – miałam wrażenie przesytu, wręcz chaosu – tak dużo różnorodnych postaci, ale żadnej z nich nie dało się poznać naprawdę blisko. Niemniej nie żałuję czasu spędzonego na lekturze; autorka ma lekkie pióro, poza tym jako tło powieści wybrała naprawdę piękne miejsca – polska wieś, portugalskie Nazare, chorwacki Dubrownik… aż zachciało mi się wakacji!

„Gdzie jest Mia?” Alexandra Burt

Historia na pierwszy rzut oka nieskomplikowana: ojciec wyjeżdża, matka zostaje w domu sama z małym, płaczliwym dzieckiem. Estelle wyraźnie sobie nie radzi z obowiązkami i opieką, nie ma żadnej pomocy, wsparcia rodziny. I nagle pewnej nocy dziecko znika, a wraz z nim wszystkie dziecięce akcesoria, ubranka, zabawki. Trwają poszukiwania; zaniedbana matka oczywiście jest pierwszą podejrzaną… tym bardziej, że kilka dni po zaginięciu córki sama zostaje znaleziona na dnie wąwozu z rana postrzałową głowy i ma spore luki w pamięci. Kolejne rozdziały opisują żmudny proces odzyskiwania wspomnień przez Estelle, czyli de facto szukanie tropów prowadzących na ślad 7-miesięcznej Mii. Cóż mogę napisać? Na „drugi rzut oka” historia również jest nieskomplikowana, w każdym razie ja dość szybko domyśliłam się, co się stało i kto jest sprawcą. Jak na thriller książka trochę mi się ciągnęła, brakowało napięcia i emocji. Czytam dalej, bo byłam ciekawa czy moje przewidywania się sprawdzą. Moim zdaniem największym plusem tej powieści jest nieszablonowe podejście do depresji poporodowej. To wciąż temat tabu, wciąż zbyt mało się o tym mówi, wciąż wiele kobiet odczuwa wstyd lub towarzyszy im poczucie winy z powodu tego, że nie są dość dobrymi matkami. Książki takie jak ta uświadamiają, że problem – tak chętnie zamiatany pod dywan – jest całkiem powszechny, a ignorowanie go może mieć opłakane konsekwencje. Podsumowując: nie jest to najlepszy thriller jaki czytałam, ale nadal dobry. Jeśli natkniecie się na niego w Biedronce (tak jak ja), nie żałujcie 9,99zł 😉

„Za drzwiami pałacu” Cay Garcia

Autorka opisuje w książce swoje własne doświadczenia. Jest kobietą w średnim wieku, zmęczoną swoim aktualnym zajęciem. Zachęcona wizją ekscytującej i dobrze płatnej pracy, ukończyła kurs na kamerdynera i została osobistą asystentką saudyjskiej księżniczki. Miała przede wszystkim zarządzać służbą, pilnować porządku w posiadłości i natychmiast spełniać wszystkie kaprysy Jej Wysokości. Wydawałoby się, że życie w pałacu to bajka – luksusy, bogactwo, wystawne przyjęcia, brak jakichkolwiek trosk. A jednak księżniczka swoim zachowaniem wyraźnie daje do zrozumienia, że wcale nie jest szczęśliwa. Jej zmienne nastroje i wybuchowy charakter niejedną pracowniczkę doprowadzają do łez. Również autorka, silna i opanowana kobieta, w pewnym momencie ma serdecznie dość; najchętniej spakowałaby walizkę i natychmiast wróciła do swojej ojczyzny. Gdyby to tylko było takie proste… Zupełnie nie pomagał fakt, że stosunki z jej współlokatorką Moną nie układały się najlepiej. Mało tego, przekonała się na własnej skórze, że w Arabii Saudyjskiej kobiety nadal traktowane są w okropny sposób i nie mają praktycznie żadnych praw. Jedyną pociechą okazała się znajomość z pewnym mężczyzną, którą oczywiście musiała utrzymywać w tajemnicy przed swoją pracodawczynią. Styl autorki nie od końca mi odpowiada, ale książkę warto przeczytać ze względu na samą historię, opartą na faktach i dość szokującą – dzięki niej możemy poznać „od kuchni” życie wyższych sfer w kraju o kulturze tak odmiennej od naszej.

A Wy znacie powyższe książki? Co o nich sądzicie?