Gdy sięgasz po książkę autora, którego twórczość już znasz, wiesz mniej więcej czego się spodziewać. Język, styl, ogólna tematyka – to raczej się nie zmienia, chyba że autor sukcesywnie doskonali swój warsztat. Albo złapie pisarskiego doła 😉  W każdym razie, zasiadając do lektury „Cichego wielbiciela” Olgi Rudnickiej, spodziewałam się lekkiej powieści, pewnie zabawnej, z jakąś niezbyt skomplikowaną zagadką. Przecież świetnie się bawiłam i odpoczywałam czytając serię o Nataliach czy „Granat poproszę!”. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej? A jednak…

„Granica między uwielbieniem a nękaniem jest cienka”.

Główna bohaterka Julia jest zupełnie zwyczajną młodą dziewczyną. Ładna, inteligentna, po studiach, ma spokojną pracę, fajnego chłopaka, przyjaciółki. Nagle ktoś przysyła jej kwiaty. Julii oczywiście podoba się to zainteresowanie, jest zaintrygowana, chciałaby poznać swojego tajemniczego wielbiciela. Zaczyna dostawać smsy z miłosnymi wyznaniami i głuche telefony – najpierw pojedyncze, później służbowa komórka dzwoni non stop. W końcu ten ktoś zdobywa jej numer prywatny, śledzi ją, dowiaduje się gdzie mieszka, ciągle podrzuca jakieś prezenty. Julia przestaje się czuć bezpiecznie, jest coraz bardziej nerwowa i zmęczona tą sytuacją. Zwierza się swojej mamie i przyjaciółkom, niestety nikt jej nie rozumie – wszystkie bagatelizują problem i twierdzą, że to romantyczne. Nie ma wsparcia w swoim chłopaku, który posiada pracę wymagającą ciągłych wyjazdów. Julia w końcu traci cierpliwość i udaje się na policję, gdzie zostaje wyśmiana, bo przecież nie można nikogo zamknąć za słodkie wiadomości, choćby było ich nie wiadomo jak dużo. Z pogodnej dziewczyny stopniowo zmienia się w kłębek nerwów, a w końcu traci wszystko, co miało dla niej znaczenie.

„Człowiek nie zdaje sobie sprawy z cudu, którym są zwyczajne rzeczy. Sen, jedzenie, oddychanie”.

Olga Rudnicka w swojej powieści doskonale ukazała jak czuje się osoba nękana przez stalkera. Naprawdę, jestem pod wrażeniem tego, jak głęboko weszła w psychikę ofiary i jak znakomicie udało się jej zbudować napięcie. Bardzo udanym zabiegiem okazało się zamieszczenie powtarzającego się tekstu piosenki – najpierw jest ciekawym urozmaiceniem, a z czasem czytelnik czuje narastającą irytację czytając wciąż te same słowa. A przecież to tylko namiastka tego, co musiała czuć Julia słuchając dzwonka telefonu.

„Zamiast patrzeć do tyłu, na to wszystko, co już się stało i nie można niczego zmienić, trzeba spojrzeć przed siebie. To w przyszłości jest miejsce na podejmowanie decyzji, a nie w przeszłości”.

Stalking to popularne zjawisko, o którym niestety wciąż mało się mówi. Dzięki takim książkom uświadamia się, jak poważne konsekwencje może mieć ignorowanie problemu. Choć dziś stalking ma już swoje miejsce w kodeksie karnym, i tak wiele osób wstydzi się lub boi prosić o pomoc. Autorka bardzo rzetelnie wykonała swoje zadanie – pisząc korzystała z doświadczenia specjalisty, a nawet poinformowała, gdzie szukać wsparcia. Może się nam wydawać, że nas problem stalkingu nie dotyczy, ale ofiarą tak naprawdę może paść każdy.

Książkę bardzo gorąco polecam. Trzymająca w napięciu, niesamowicie realistyczna i przede wszystkim poruszająca ważny temat, całkowicie zmieniła moje zdanie o autorce. Wcześniej Olga Rudnicka kojarzyła mi się z lekkimi komediami kryminalnymi – teraz wiem, że jej potencjał jest o wiele, wiele większy.