Ponieważ od jakiegoś czasu mam ogromną ochotę na zmianę fryzury, to chyba dobry moment na przeglądniecie starych zdjęć i przypomnienie sobie moich poprzednich eksperymentów.
Zacznę od tego, jakimi włosami obdarzyła mnie natura: gęstymi i ciężkimi. Od dziecka fryzjerki zachwycały się moim grubym kucykiem, a ja uważałam je za mocny punkt swojej urody. Długie były prawie zupełnie proste, w przypadku krótszych fryzur i cieniowania same zaczynały się delikatnie kręcić i falować. Lubiłam je, ale jak w przypadku większości nastolatek, w gimnazjum naszła mnie ochota na pierwsze zmiany. I były pasemka, rozjaśnianie, farbowanie… a później obejrzałam film „Kobieta-Kot” i zachciało mi się mocnego cięcia. Chyba wystarczy jak napiszę, że okazało się to całkowitą porażką, a ja nie wyglądałam jak Halle Berry. Odrastające, w dodatku asymetryczne kosmyki to był koszmar!
Zdjęcia w zupełnie krótkich włosach się nie ostały (i całe szczęście!), za to pokażę Wam, jak prezentowała się moja fryzura w roku 2008:
Po tym wszystkim doceniłam, co miałam i postanowiłam dać moim włosom odpocząć. W 2010 wyglądały już tak:
Mniej więcej od tego momentu mam cały czas taką samą fryzurę. Czyli: mój naturalny kolor, długość co najmniej za ramiona (w tej chwili prawie do połowy pleców). Podobam się sobie w kręconych włosach, dlatego od czasu do czasu na jakąś okazję funduję sobie loki. Niestety, moje ciężkie włosy nie są podatne na układanie i tymi lokami mogę cieszyć się zaledwie chwilkę. Pokręcone wyglądają tak:
Najbardziej aktualne, bez układania (kotunio niestety ewidentnie nie chciał zdjęcia):
Nie torturuję już moich włosów zmianami koloru ani innymi drastycznymi zabiegami, ale przyznaję się, że ostatnio nie poświęcam też zbyt wiele czasu na ich pielęgnację. Jeśli czytaliście ten wpis, to pewnie wiecie, że mój tryb życia również nie sprzyja ładnym włosom. Sporo ich straciłam (stres, zła dieta), końcówki są zniszczone. Co więcej, nie lubię wiązać ani upinać włosów, więc z takimi długimi jest mi po prostu niewygodnie. Mam ochotę na zmianę i cięcie, które je odświeży i doda fryzurze lekkości. Przy czym nie może to być nic, co wymagałoby codziennego czasochłonnego układania. I tu prośba do Was: doradźcie!
Zastanawiam się nad długim bobem (do ramion). Wydaje mi się, że jest bardzo elegancki, większość kobiet ładnie w nim wygląda. Mam tylko obawy, czy bez używania prostownicy wciąż będzie się dobrze prezentował? Wiem, że gdy skrócę włosy i staną się lżejsze, mogą się trochę puszyć i falować. Jak myślicie?
Mój drugi typ, to mocne wycieniowanie włosów na całej długości + ewentualnie asymetryczna grzywka. W tym przypadku kręcenie się jest wręcz pewne, ale to dobrze – fryzura nabierze objętości. I przy dobrym cięciu powinna wyglądać całkiem nieźle bez żadnego układania.
Wszelkie rady mile widziane! Chętnie poczytam też o Waszych eksperymentach z fryzurami, piszcie 🙂
Mały update: już po wizycie u fryzjera, zdjęcie w nowej fryzurze znajdziecie tutaj: KLIK.
37 Comments
Podobnie jak Ty mam bardzo gęste i puszyste włosy z tendencją do fal. Aktualnie mam długiego boba i jeżeli nie chcę kitki czy koka to muszę użyć prostownicy bo inaczej włosy się same nie ułożą. Zależy też jak Ci włosy wyrastają, bo mogą się wykręcać z tyłu – tak właśnie jest w moim przypadku. Sporo muszę nad nimi siedzieć, aby boba doprowadzić do stanu jak po wyjściu od fryzjera. Zdecydowanie polecam cieniowanie, zawsze taką fryzurę miałam nie wiem co mi strzeliło do łba, żeby sobie zapodać boba 😉 Przy cieniowanych włosach naturalne fale i wykręcanie będzie dobrze wyglądać.
Prawie mnie przekonałaś, z bobem miałabym pewnie ten sam problem. Mnie się wykręcają z jednej strony pod spód, a z drugiej na zewnątrz 😀
Ania, dokładnie tak samo układają się moje włosy 🙂 Już nie mogę się doczekać, aż mi włosy odrosną przynajmniej za ramiona, wtedy wycieniuję 🙂
Szczęściara z Ciebie, że masz tak gęste i długie włosy. Podoba mi się fryzura pani na ostatnim zdjęciu, ale z doświadczenia wiem, że może być problem z grzywką, która szybko robi się nieświeża i ciężko ją ułożyć (miałam taką przez całe życie, dopiero od ok. 2 lata temu przestałam ją podcinać). Masz ładne, naturalne włosy, w których Ci ładnie. Pamiętaj – „lepiej jest wrogiem dobrego” 😀
PS. Twój kot jest cudowny, jak misiek 😀
Mnie też się najbardziej podoba fryzura pani na ostatnim zdjęciu, ale również uważam, że swoje włosy masz przepiękne i szkoda by mi ich było.
Czyli ostatni typ wychodzi na prowadzenie 🙂 mnie nie jest jakoś szkoda, włosy ostatnio dość szybko mi odrastają. Wiecie, długie niekoniecznie muszą być ładne – na zdjęciach może tego nie widać, ale mam mocno zniszczone końcówki. No i wygoda z nieco krótszymi… 🙂
czy ja wiem, czy wygoda… krótkie trzeba układać, długie – w gorszy dzień – wystarczy związać w kitkę i problem z głowy 😛
Jeśli chodzi o krótsze i wycieniowane włosy – jak na ostatnim zdjęciu to zgodzę się z Tobą, że są wygodne. Cieniowanie powoduje, że włosy same pięknie się układają. Jednak jeśli chodzi o boba to jest to NAJBARDZIEJ NIEWYGODNA FRYZURA EVER. Bob = codzienne mycie, codziennie prostowanie, mnóstwo drogich preparatów i po niedługim czasie zniszczone włosy od codziennej stylizacji. Do tego fryzura codziennie wygląda tak samo i nie można włosów związać w kucyk (chyba, że w jakąś nędzną kilkucentrymetrową kitkę, z której wylatuje 1/3 włosów). Z mojego punktu widzenia – nie ma sensu męczyć się z bobem i przede wszystkim nie ma sensu męczyć włosów prostowaniem boba.
Dzięki waszym komentarzom zostałam przekonana 🙂 dziś wizyta u fryzjera, boba na razie odpuszczam, a w planach jest coś podobnego jak na ostatnim zdjęciu. Oby wyszło! 😀
Szkoda tylko, że ten misiek tak się broni jak chcę go poprzytulać 😀
Na Twoim miejscu nie ciełabym zbyt radykalnie. Takie włosy to wielkie szczęście i trzeba je doecniać 🙂
Na pewno będą nie krótsze niż do ramion, raczej za ramiona. Mąż lubi długie, nie mogę go tak unieszczęśliwić 😀
Tu trudno coś doradzić, bo każde włosy są inne 🙂 Ja mam miękkie i puszyste, bardzo gęste, niepodatne na układanie włosy i nie ma fryzury która by wyglądała na nich dobrze, poza jedną – proste, lekko wycieniowane, długie do ramion.
To fakt, każda fryzura może się prezentować trochę inaczej w zależności od rodzaju włosów. Dobrze jest mieć jedną, wypróbowaną fryzurę do której zawsze można wrócić 🙂
Ania i co? decyzja podjęta? Obawiam się, że w przypadku boba nie obejdzie się bez prostownicy. Sama kilka lat temu zaszalałam i sprawiłam sobie przedłużaną wersję, z jednym bokiem asymetrycznym. Za każdym razem jak chciałam tak wyjść na ulicę – musiałam prostować. Na dłuższą metę troszkę męczące, ale nie dziwię się, że zdjęcia 1 i 2 mocno kuszą, taka fryzura wygląda obłędnie.
Tak, wybieram się do fryzjera w sobotę za tydzień i w planach jest coś podobnego jak na ostatnim zdjęciu 🙂 boba jednak na razie odpuszczę, właśnie to prostowanie mnie zniechęca.
Mam tak samo, jak byłam młodsza to miałam krótkie, ale teraz jestem zadowolona i moich długich włosów. Każdy się zachwyca nimi, a fryzjerki kiedy przyjdzie czas na jakiegoś koka czy inne cuda są załamane bo boją się czy fryzura przetrzyma całą noc na weselu itp. czasami 50 wsuwek to mało ;D Kiedyś z nimi walczyłam teraz przestałam nie ma sensu ;D
Skąd ja to znam, też przy każdej okazji martwię się czy fryzura wytrzyma… największym wyzwaniem był mój ślub, wtedy koniecznie musiała wytrzymać do rana 😀
Przed ślubem mojej siostry fryzjerka martwiła się bardziej o mnie niż o nią. Taki urok naszych włosów. 😉 A o pięknie zakręconych lokach mogę tylko pomarzyć, siostra zabrała wszystkie geny odpowiadające kręconym włosom w rodzinie 😉
Zdecydowanie odradzam Ci boba. Sama mam teraz boba i szlag mnie z nim trafia. Tez mam gęste i lekko falowane wlosy przez co codziennie musze godzinę wcześniej wstawać żeby przyzwoicie wyprostować i ułożyć włosy. Do tego zauważyłam, że prostowanie niszczy nawet tak grube włosy jak moje. Poza tym – z estetycznego punktu widzenia- bob jest ładną fryzurą, ale bardzo postarza. Zauważyłam to na swoim przykładzie jak również na przykładzie moich koleżanek, które też wyglądają z bobem na ładnych parę lat więcej. Dlatego jeśli chodzi o mnie- nigdy więcej nie zdecyduję się na boba.
Zostałam przekonana, odkładam boba na kiedy indziej 🙂 codzienne prostowanie dla mnie odpada, i tak muszę wstawać bardzo wcześnie. No i widziałam na przykładzie koleżanek prostujących codziennie, jak prezentują się ich włosy po umyciu bez układania – suche, zniszczone. Dzięki za rady!
Cieszę się, że mogłam Tobie pomóc przy podjęciu decyzji. 🙂 Cała przyjemność po mojej stronie. 🙂 Z mojego punktu widzenia bob jest fryzurą, na którą mogą sobie pozwolić kobiety, które nie żyją w ciągłym biegu i nie muszą codziennie rano wcześnie wstawać. Dodatkowo odnoszę wrażenie, że bob nadaje się wyłącznie do prostych i cienkich włosów (moja koleżanka z takim gatunkiem włosów jako jedyna daje radę bez prostowania). Jeśli mogę Tobie doradzić to na Twoim miejscu nie odkładałabym boba na kiedy indziej tylko raz na zawsze bym o nim zapomniała. Nawet jeśli kiedyś zmienisz tryb życia to zawsze będziesz miała gęste i falowane włosy. W związku z tym w Twoim przypadku bob zawsze będzie wymagał prostowania. Szkoda Twoich pięknych włosów na zniszczenia. Wiem co mówię, bo tak jak pisałam – ostatnio uległam urokowi boba i po dwóch miesiącach mam koszmarnie zniszczone włosy. Oczywiście to Twoje włosy i zrobisz co zechcesz, ale ja ostrzegam wszystkie dziewczyny przed wybraniem nieodpowiedniej fryzury do gatunku włosów. Życzę Ci udanej wizyty u fryzjera. 🙂
Aniu, w nowej fryzurze wyglądasz naprawdę zjawiskowo! 🙂 Dobrze, że odpuściłaś sobie boba, bo prostowanie i modelowanie suszarką wykończyłyby twoje cudowne włosy. Moja własna „przygoda z bobem” dała mi nauczkę na całe życie. Pamiętam jak spodobał mi się dłuższy bob Gwyneth Paltrow. Poza tym myślałam, że bob jest wygodny, bo mam proste i grube włosy. Niestety – bez układania bob odgniatał się na cztery strony świata. Dlatego codziennie musiałam stylizować boba. Na początku myślałam, że stylizacja nie zniszczy moich włosów, bo mam bardzo grube i mocne. Niestety przeliczyłam się. Do tego stopnia zniszczyłam włosy, że po czterech miesiącach musiałam obciąć do ucha (a tylko układałam suszarką na szczotkę, nie prostowałam prostownicą). Nie pomogły nawet drogie preparaty typu „cement termiczny”.
Dziękuję! Po tylu negatywnych komentarzach na temat boba, chyba powinien on zostać ogłoszony najgorszą i najbardziej wymagającą fryzurą ever 😀
Najgorsza może nie, bo sam w sobie bob jest bardzo ładny. 😉 Jednak każda fryzjerka powinna „uświadamiać” swoje klientki, że bob jest MEGA-wymagający. Pamiętam, że jak zapytałam moją fryzjerkę o boba to powiedziała mi, że łatwo się go układa, bo wystarczy wysuszyć włosy na okrągłą szczotkę. Nie wzięła jednak pod uwagę CZASU i faktu, że ona ma zdecydowanie większą wprawę w stylizowaniu wszelkich fryzur. Poza tym mam wrażenie, że jest to fryzura dla bogatych kobiet, które stać na jakieś zabiegi typu odbudowy włosa itd.
Najgorsza może nie,bo sam w sobie bob jest bardzo ładny. 🙂 Jednak każda fryzjerka powinna „uświadamiać” swoje klientki,że bob jest MEGA-wymagający. Pamiętam,że jak zapytałam moją fryzjerkę o boba to powiedziała,że łatwo się go układa,bo wystarczy wysuszyć włosy na okrągłą szczotkę. Nie wzięła jednak pod uwagę CZASU i faktu,że ma zdecydowanie większą wprawę w stylizowaniu bobów. Poza tym mam wrażenie,że bob jest fryzurą dla bogatych kobiet,które stać zabiegi typu odbudowa włosa.
Wyrzuciłam pierwszą wersję mojego wpisu i w momencie jak wpisałam drugą wersję- pojawiła się ona jako wpis gościnny. Nie wiedziałam, że nie da się wyrzucać komentarzy. Bardzo przepraszam za zbędny wpis. Pozdrawiam, Marta
Nic nie szkodzi, jeden usunęłam 🙂 no właśnie, często spotykam się z sytuacją gdy ktoś idzie do fryzjera ze zdjęciem wymarzonej fryzury, a fryzjerka – robi, nie zastanawiając się jaki typ włosów ma klientka, ani nie informując jak o taką fryzurę dbać. Stąd później mamy tyle niezadowolonych klientek i zniszczonych włosów. Również pozdrawiam 🙂
Zgadzam się z Tobą w stu procentach. 🙂 Ja metodą prób i błędów doszłam do tego, że w moim przypadku w rachubę wchodzą tylko długie włosy – co najmniej za ramiona. Poza tym muszę koniecznie mieć mniej lub bardziej wycieniowane włosy żeby nie maltretować ich prostowaniem i stylizacją „na szczotkę”. Po „przygodzie z bobem” mam nauczkę na całe życie. 😀 🙂
Mnie ostatnio znudziły moje długie, proste włosy. Chciałam małej odmiany, dlatego pozwoliłam podciąć i wycieniować końce mojej początkującej kuzynce. Niestety teraz mam dużo za krótkie włosy (za ramiona) i ni jak nie mogę ich w nic ułożyć i uczesać po za kucykiem, którego już wcześniej miałam dość 🙁 Teraz walczę ze sobą każdego dnia i staram się zaakceptować to jak obecnie wyglądam (oczywiście nie obyło się bez pomocy profesjonalnej fryzjerki) i zapuszczam włosy. Niestety w moim przypadku jest to proces okrutnie długi. Cóż. Mówi się, że to tylko włosy, odrosną przecież. No odrosną, za dwa albo trzy lata :/
No właśnie, odrosną, ale zanim się to stanie to nawet kilka lat czujemy się źle same ze sobą. Dlatego każda fryzura powinna być jednak przemyślana. Ja ostatnio trafiłam na fryzjerkę, która dosłownie odmówiła mi strzyżenia takiego jak chciałam (zażyczyłam sobie skrócić i wycieniować mocniej niż zwykle). Podcięła mi włosy, ale o wiele delikatniej niż prosiłam i powiedziała, że jeśli nadal będę chciała za jakiś czas skrócić, to w porządku, ale ona nigdy nie zgadza się na drastyczne zmiany, woli podcinać stopniowo. I dobrze – obciąć łatwo, ale zapuścić trudniej 😉
Pierwotnie miały być tylko końce, bo zniszczone i cieniowanie, żeby nudno nie było, ale niestety poprawki wymusiły ostre cięcie.
A widzisz poprawki – ja się już nauczyłam, żeby grzywkę ciąć w sposób zdecydowany, bo w tym wypadku poprawki mogą skończyć się tragicznie…:P
Na grzywkę to chyba już nigdy się nie zdecyduje. Była tylko 1 osoba, która potrafiła nad nią zapanować. Reszta to była istna porażka.
Niestety tak to wygląda. Wszyscy mówią- włosy nie zęby i odrosną, ale to wcale nie jest takie łatwe. Jak miałam tego nieszczęsnego boba to musiałam czekać DWA LATA zanim związę włosy w kucyk i CZTERY LATA zanim znowu poczułam się sobą. Moja siostra, która ścięła włosy na boba (nawet stopniowo! ) też bardzo szybko zatęskniła za długimi włosami, lecz niestety zapuszczanie kosztowało ją SZEŚĆ LAT czekania. Dodam, że wbrew pozorom boba jest bardzo trudno zapuścić. Niby prosta fryzura, która powinna sama łatwo odrastać – nic bardziej mylącego. Przy bobie włosy strasznie szybko się niszczą- trzeba bardzo często podcinać koncówki, bo po codziennej stylizacji i po masie preparatów końcówki szybko się rozdwajają (bob bez utrwalaczy wygląda jak hełm na głowie albo kupa siana). Nawet podczas zapuszczania trzeba co jakiś czas podcinać koncówki, bo robi się na nich choinka.
Prawda, zapuszczanie trwa bardzo długo. Sama przekonałam się o tym, gdy zachciało mi się bardzo krótkiej fryzury, w dodatku asymetrycznej – później konieczne były częste wizyty u fryzjera i wyrównywanie :/
Comments are closed.