KSIĄŻKA, KTÓRĄ KAŻDA MAMA POWINNA PRZECZYTAĆ

Z okazji dzisiejszego Święta, wpis absolutnie wyjątkowy. Wiem, że wiele z Was – moich Czytelniczek – jest lub w niedalekiej przyszłości zostanie mamami. Poza tym macie własne mamy, mamy-siostry, mamy-koleżanki… A jaki jest najlepszy prezent, jaki można zrobić samej sobie lub innej mamie? To jasne – książka! Poprosiłam więc kilka zaprzyjaźnionych mam-blogerek, aby poleciły książki, które wpisywałyby się w temat „Książka, którą każda mama powinna przeczytać”. Dziewczyny stanęły na wysokości zadania i wybrały naprawdę świetne pozycje, za co serdecznie im dziękuję! Mamy więc poradniki, książki o macierzyństwie, oparte na faktach, powieści… Nie wszystkie są łatwe, niektóre pozwalają spojrzeć na naszą rolę z zupełnie innej perspektywy i na pewno warto mieć je na uwadze, gdy następnym razem zawitamy do księgarni. Tyle mojego wstępu, teraz oddaję głos koleżankom 🙂

Aleksandra Dobies / DO UTRATY TCHU

Jak pokochać centra handlowe Natalia Fiedorczuk-Cieślak

Macierzyństwo i jego kulturowo-społeczne uwarunkowania we współczesnym świecie mają bardzo ugruntowaną tradycję. Dopatruje się w tym czegoś sakralnego, a jednocześnie jest to proces bardzo naturalny i pierwotny. Wiele w nim sprzeczności, bo choć jawi nam się on w sposób wyjątkowy, to jednocześnie narodziła się pewna skłonność do marginalizowania pewnych jego aspektów – ukrywania tego, co niewygodne, co uwiera i zawstydza.

Natalia Fiedorczuk-Cieślak w swoim literackim debiucie, za który została nagrodzona Paszportem Polityki 2016, postanawia rozliczyć się z tym kobiecym doświadczeniem, jakim jest bycie mamą. Jak pokochać centra handlowe to porażająco smutna diagnoza macierzyństwa, a jednocześnie do bólu szczera. Spisana niespiesznym piórem, które na przekór niezwykle wciąga i choć to trudna przeprawa literacka, to daje poczucie oczyszczenia.

Bohaterka powieści to kobieta, jak każda inna. Mieszkanka przedmieść Warszawy, której życie toczy się gdzieś między jednym centrum handlowym a stacją benzynową i drogą szybkiego ruchu. Przedstawicielka pokolenia wynajętych mieszkań i umów śmieciowych. Matka, której nikt nie przygotował na zmiany, jakie zachodzą w jej życiu po narodzinach pierwszego dziecka.

Natalia Fiedorczuk-Cieślak  w bezkompromisowy sposób rozlicza się ze wymaganiami, jakie stawia współczesne społeczeństwo młodym matkom. Na światło dzienne wyciąga wszystko to, co wstydliwie ukrywa się, nakładając instagramowy filtr. Nie ma tu euforii, słodkich i pulchnych bobasów, wypoczętej i uśmiechniętej mamy. Jest za to ciągłe zmęczenie, rutyna, obsesyjnie powtarzane codzienne czynności, bezkształtne ciało i zdiagnozowana depresja.

Jak pokochać centra handlowe to wizja macierzyństwa, która nijak ma się do mojego rodzicielskiego doświadczenia. Jednak nie mam odwagi zaprzeczyć lub zakwestionować autentyczność tej historii. Z pewnością jest wiele kobiet, które odnajdą w niej cząstkę siebie. Głos Fiedorczuk-Cieślak, który jest na granicy fikcji i reportażu, daje wolność czytelnikowi. Możesz być nią – bohaterką, zagubioną w świecie sztywnych ram, doznającą kryzysu emocjonalnego, który nie jest tak wcale rzadki wśród młodych mam. Ale możesz być tylko obserwatorem, który potakuje ze zrozumiem, ale w gruncie rzeczy nie doświadczył, więc nie wie… Ja byłam gdzieś pośrodku – niby bliska i tożsama, a jednak szczęśliwa, że jestem tylko z boku.

Czy każda mama powinna przeczytać tę książkę? Sądzę, że tak, bo to ważny głos kobiety, stawiającej mnóstwo pytań o rodzicielstwo, które często zawstydzeni utykamy w zakamarkach pamięci i nie mamy odwagi się z nimi zmierzyć.

Gosia Jurasz / ANTYTERRORYSTKA

W Paryżu dzieci nie grymaszą Pamela Druckerman

Nad wyborem nie zastanawiałam się długo. Według mnie książka, którą powinna przeczytać każda mama to „W Paryżu dzieci nie grymaszą” Pameli Druckerman.

Ludzie z dużym dystansem podchodzą do poradników. Ja sama do nich należę. Chociaż przyznam, że kilka ciekawych pozycji w swoim życiu przeczytałam.

Wróćmy jednak do wspomnianej książki, która typowym poradnikiem nie jest. Autorka opowiada o swoim życiu we Francji, o modelu wychowywania dzieci, które są bardzo „grzeczne”, o podejściu do rodzicielstwa i wielu innych rzeczach.

„W Paryżu dzieci nie grymaszą” przeczytałam, kiedy Młoda była już dość spora (nie pamiętam dokładnie ile miała lat). Ciekawa jednak byłam treści. Bardzo żałuję, że nie trafiłam na książkę wcześniej (będę jednak mądrzejsza, jeśli zdecydujemy się na kolejne dziecko).

Zasiadając do lektury poznamy kilka trików, które mogą ułatwić rodzicielską drogę. Oczywiście nie wszystko co zalecają Francuzi uważam za dobre. Nikt nie zastrzega jednak, że musimy korzystać z wszystkich rad jakie usłyszymy/ przeczytamy. Ważne jest to, żeby wybrać to co nam odpowiada, dopasować do siebie i dziecka. Później jeśli metoda się sprawdzi- pozostaje nam korzystanie z życia 😉

Autorka (na podstawie obserwacji) zwraca uwagę na matkę jako kobietę,  partnera. Wiadomo, że dziecko jest dla rodziców całym światem, ale również im należy się trochę rozrywki i odpoczynku. Szybki powrót do pracy, instytucja żłobka- według mnie rewelacyjna sprawa.

Więcej zdradzać nie będę. Jeśli ktoś nie czytał, nie będzie miał przyjemności 😉

Książkę gorąco polecam każdej kobiecie, która ma/ lub oczekuje dziecka. Im szybciej przeczytacie, tym lepiej. Być może unikniecie kilku błędów, w inny sposób spojrzycie na życie z maluchem. Dostrzeżecie to, co często umyka w wirze codziennych obowiązków. Przede wszystkim poznacie inne modele wychowania.

Sylwia Łupińska / NIEPERFEKCYJNIE

Położna. 3550 cudów narodzin Jeannette Kalyta

Odkąd pamiętam, uwielbiam książki poruszające tematykę macierzyństwa – w tym wszelkie okołoporodowe wątki. Kiedy byłam w ciąży, wbrew sugestiom wszystkich dookoła, bardzo często sięgałam po książki przybliżające temat porodu, ponieważ zawsze wychodzę z założenia, że lepiej nastawić się na to, iż będzie ciężko i ewentualnie przeżyć miłe zaskoczenie, niż wierzyć, że wszystko pójdzie jak po maśle, a później zalewać się łzami, „bo nie tak miało być”. Z tego względu z przyjemnością poznałam historię Jeannette Kalyty – wspaniałej położnej z ogromną pasją, która codziennie jest świadkiem ogromnych wzruszeń oraz radości, niekiedy niestety okupionej rozpaczą, smutkiem i bólem.

„Położna. 3550 cudów narodzin” to autobiograficzna opowieść o kobiecie niepoddającej się nawet wtedy, kiedy musi iść pod prąd, wbrew wszystkim dotychczasowym zasadom oraz przekonaniom. Jeannette Kalyta od zawsze pragnęła pracować w innych warunkach niż te, które od lat panowały w polskich szpitalach. Wielu traktowało to jako głupotę i tymczasowe widzimisię, jednak Kalyta, niekiedy nieświadomie, szła z duchem czasu, każdego dnia walcząc o porody rodzinne, zwiększanie świadomości o własnej cielesności, możliwość rodzenia w pozycjach wertykalnych bądź w wodzie, bez nadmiernych oraz często zbędnych medycznych zabiegów. Myślę, że jeszcze wiele czasu upłynie, aż na polskich porodówkach będzie podobnie jak w wielu innych krajach, gdzie najważniejsze jest dziecko oraz jego mama, a nie procedury, papierologia oraz zabieganie o jak najmniejsze wydatki. Niestety nadal w niektórych szpitalach nie podaje się znieczulenia, kobieta musi rodzić na leżąco (bez możliwości przyjęcia bardziej wygodnej pozycji), szpitalne jedzenie woła o pomstę do nieba, zamiast pomóc młodej mamie w rozbujaniu laktacji – podaje się butelkę z mlekiem modyfikowanym, ciężarna nie ma możliwości cesarskiego cięcia, kiedy nie czuje się już na siłach, a jedynym wyjściem jest zapłacenie lekarzowi.

Polecam tę książkę wszystkim kobietom, które nie godzą się na odarcie z godności oraz przedmiotowe traktowanie. Zarówno przyszłym mamom, jak i tym, które już rodziły – w godnych warunkach (można przypomnieć sobie te wzruszające i przepiękne chwile, chociaż bardzo trudne), jak i tych złych, żeby przekonać się, iż w szpitalach znajdują się jeszcze dobre dusze, które na pierwszym miejscu stawiają swoich pacjentów.

Natalia Krząszcz / ŚWIAT TOMSKIEGO

W Paryżu dzieci nie grymaszą Pamela Druckerman, Projekt matka Małgorzata Łukowiak, Błogosławiony stan umysłu Karolina Piotrowska

Gdy zostałam poproszona o napisanie tej recenzji od razu przyszły mi do głowy trzy tytuły, które ze szczerego serca mogę polecić. Są to trzy różne rodzaje literatury. Każda z nich porusza inny aspekt i dotyczy troszkę innych spraw.

Pierwsza to „W Paryżu dzieci nie grymaszą” Pameli Druckerman. Jest to reportersko – poradnikowa opowieść matki o budowaniu harmonijnej relacji rodziców i dzieci. Autorka jest amerykańską dziennikarką, która przeprowadza się do Paryża. Tam zostaje mamą. Z wielkim zdziwieniem odkrywa, że francuskie dzieci przesypiają całe noce, jedzą z apetytem, są cierpliwe i spokojnie się bawią. Ze swoją dziennikarską dociekliwością postanawia dowiedzieć się „jak się to robi” i testuje te sposoby na własnej trójce dzieci. Jeśli jesteś ciekawa, jakie metody wychowawcze stosują Francuzki, jak okiełznać nasze niesforne Maluchy to zapraszam do lektury. Czyta się miło, lekko i przyjemnie, a przy okazji może uda się wprowadzić kilka zmian do naszego systemu wychowania.

Druga książka, jak sama autorka mówi, to „Niepowieść”, czyli „Projekt matka” Małgorzaty Łukowiak.  Jest to zapis doświadczeń kobiety, która z kobiety żyjącej w świecie biznesu przeinacza się w Matkę – Polkę. To reportaż: od bezdzietności do wielodzietności. Przeczytamy o wszystkich stanach ducha, jakich autorka doświadcza, o ewolucji jej samoświadomości. Prosto, dobitnie i szczerze autorka pisze o swoich doświadczeniach, o radościach, niepokojach i trudach, jakie spotykają nas na drodze do bycia Mamą, ale czy idealną? Polecam lekturę by nabrać dystansu do samej siebie, by nauczyć się czasem odpuszczać i zadbać tylko o siebie.

Na koniec zostawiłam książkę, od której właściwie powinnam rozpocząć gdyż jest to poradnik coachingowi dla kobiet w ciąży. Wiem, że brzmi strasznie, ale jest to prawdziwe cudo wśród wielu poradników dla ciężarnych. Karolina Piotrowska seksuolog i doula działająca na rzecz wprowadzenia godnych warunków dla rodzących w Polsce napisała książkę, która jest inną niż wszystkie.   Są to bajki terapeutyczne dla kobiet w ciąży: „Błogosławiony stan umysłu”.  Książka zaplanowana jest na cały okres ciąży. Podzielona na rozdziały odpowiadające poszczególnym tygodniom ciąży. Każdy rozdział rozpoczyna bajka o szczęśliwej wyspie, na której ojciec porzuca swą ciężarną córkę. Po fragmencie historii autorka zamieszcza trochę teorii na temat okresu ciąży, w jakim się znajdujemy. Czytamy o tym jak zmienia się nasze ciało, co dzieje się w naszych głowach, jak poradzić sobie z niepokojami, które nas dotykają. Zdecydowanie jest to książka, która pomoże każdej kobiecie spokojnie celebrować okres ciąży i cieszyć się każdym jej momentem.

Zapraszam do lektury, a wszystkim Matkom życzę zdrowego rozsądku, na co dzień, pamiętania o sobie i ludzi wokół, którzy bezinteresownie będą potrafili wspomóc w momentach kryzysowych, które przecież każdą z nas spotykają.

Marzena Gaczoł / MATKA PUCHATKA

Pęknięte odbicie Dawn Barker

Droga Mamo,

Kiedy nosiłaś pod sercem nowe życie, często zastanawiałaś się, jak będzie wyglądała Twoja rzeczywistość, gdy maleństwo pojawi się na świecie. Atakowały Cię miliardy myśli na minutę! Nie wiedziałaś jeszcze, jaką będziesz matką, ale już wybrałaś dla dziecka drugą połówkę, postałaś je na studia i z dziką radością przymierzałaś się do rozpieszczania wnucząt. Gładziłaś z czułością ciążowy brzuszek i pełna obaw i radości, wyczekiwałaś tego wielkiego dnia. Zewsząd docierały do Ciebie różnorodne rady i porady, nakazy i zakazy oraz ogrom historii obiecujących nieprzespane noce, kolki, brak czasu dla siebie i partnera. Nasłuchałaś się o bólu, zamęczeniu i bezsilności. W międzyczasie karmiono Cię opowieściami o wyniosłości tego przeżycia – w końcu macierzyństwo to taki piękny okres w życiu każdej kobiety, co prawda w nieco gorszej kondycji fizyczno-psychicznej, ale tak musi być. Będziesz matką i jak każda inna, jak miliony Tobie podobnych, poradzisz sobie.

Jest! Twój wyczekiwany, upragniony skarb tulisz odtąd w ramionach. Łatwo nie było, ale dałaś radę. Połowę historii dotyczących porodu, służby zdrowia i laktacji włożyłaś już między bajki i teraz – szczęśliwa, ale piekielnie zmęczona – wracasz do przytulnego gniazdka, które uwiłaś dla swojej pociechy. Pierwsza noc upływa Ci na tłumaczeniu partnerowi, w jaki sposób trzymać dziecko, jak przebierać pieluchę i zachowywać ciszę, bo przecież dopiero usnęło, a przepłakało – z jakiegoś niewiadomego powodu – ponad godzinę. Potem litujesz się nad facetem, bo w końcu wstaje rano do pracy, więc powinien się wyspać. Obolała zaciskasz zęby – odeśpisz w ciągu dnia, jeśli dziecko pozwoli.

Mijają dni i noce, tygodnie, pierwszy miesiąc. Nie wyglądasz najlepiej, czujesz się kiepsko, ale to przecież normalne, bo w końcu jesteś Młodą Matką! Masz taryfę ulgową, będzie Ci wybaczone. Z ogromnym zrozumieniem podejdzie do tego rodzina – wstawałaś całą noc, więc masz prawo być nie w sosie, wyglądasz jak po starciu z wyżymarką, ale przecież siedzisz w domu, więc nie musisz się jakoś specjalnie stroić, a że odrobinę trącisz przedwczorajszym dresem? Cóż, to też można wybaczyć. Nie masz zamiaru się uskarżać, bo przecież – tak słyszałaś – każdej świeżo upieczonej matce jest ciężko. Recz naturalna. Tak musi być. Baby blues to norma. Minie.

Mnie nie minęło. Mogę powiedzieć Ci jedynie tyle, że tak mocno kochałam moje maleństwo, jak nienawidziłam swojej bezradności; chciałam je ochronić, być zawsze obok, poradzić sobie ze złem tego świata, nie zważając na to, że nie muszę być w tej walce sama. Opowiem Ci moją historię, wyznam wszystko, chociaż przyznaję, że niewiele pamiętam… Przeczytaj Pęknięte odbicie (Dawn Barker), bo może ta historia uświadomi Ci, że nie musisz być sama ze swoimi problemami. Podsuń książkę partnerowi – on nie wie, co czujesz, jest tak samo zagubiony jak Ty. Niech się dowie, nie trzymaj tego w sobie.

Pragnęłam szczęśliwego macierzyństwa, wierząc, że dam radę, jednak gdzieś po drodze zboczyłam z wyznaczonej trasy. Przekroczyłam granicę, zza której nie potrafiłam powrócić, wpadłam w dół, z którego nie umiałam się wydostać. Chciałam być dobrą matką – Ty możesz nią być.

Nie popełnij moich błędów,

Anna

Iza Damse / NIE TYLKO RÓŻOWO

Mundra Sylwia Szwed

Trochę wbrew tematowi postanowiłam przedstawić książkę, którą powinna przeczytać każda kobieta, która dopiero staje się mamą. Jest jeden dzień, który jest granicą naszego przed i po. Dzień, dzięki któremu będziemy mogły obchodzić to nasze matczyne święto. Dzień porodu. Chociaż dla mnie mamą jest się już w ciąży. Do porodu przygotowujemy się różnie, lecz nigdy tak naprawdę nie wiemy co nas czeka. Dlatego każda przyszła mama powinna przeczytać książkę „Mundra” Sylwii Szwed.

To zbiór 10 wywiadów, rozmów z położonymi. Starszymi i młodszym. Tradycyjnymi i nowoczesnymi. To rozmowy z kobietami, które pomagają przejść ten najważniejszy dzień w życiu mamy, które dają siłę i wsparcie. To rozmowy nie tylko o porodzie, ale też aborcji, powikłaniach czy in vitro. Książka ta pozwala wsłuchać się w swoje ciało, zrozumieć istotę porodu, ale także uświadomić sobie, że nie my pierwsze i nie ostatnie przez to przechodzimy. To nie jest pozycja tylko dla przyszłych mam (chociaż im głównie ją polecam), ale też dla doświadczonych matek. Dla ciekawych doświadczeń innych, dla zrozumienia co nas łączy (a nie powinno dzielić, co niestety często się dzieje). To czasem piękne, czasem przykre opowieści o drodze jaką musimy pokonać by stać się mamą, przede wszystkim o kobietach, które nam w tym pomagają. To trochę łamanie tabu i odkrywanie tajemnic porodu i zawodu położnych – pokazanie jak zmienia się ich praca na przestrzeni lat. Jak czasem jest źle, a jak może być lepiej. Pozwala zrozumieć ich pracę, ale też jaką pracę my musimy podjąć.

—————————————————————————————————————————————–

I co Wy na to? Udało się dziewczynom zachęcić Was do sięgnięcia po powyższe książki? Ja przyznam się, że znałam tylko dwie – W Paryżu dzieci nie grymaszą i Projekt matka. Resztę koniecznie muszę nadrobić!

Raz jeszcze dziękuję koleżankom-blogerkom za przyjęcie zaproszenia i wspaniałe teksty!

Na zakończenie chciałabym życzyć wszystkim Mamom tego, co najpiękniejsze: miłości, uśmiechu, cudownych rodzinnych chwil. I niech się spełni to, czego byście same sobie życzyły – w końcu Wy wiecie, czego Wam najbardziej potrzeba 🙂

  • Antyterrorystka

    Raz jeszcze dziękuję za zaproszenie 🙂 Super wyszlo!

  • Wspaniały post. Serdecznie dziękuję, że mogłam wziąć w nim udział. 🙂 Oprócz wspomnianej przeze mnie „Położnej” czytałam jeszcze przecudowną „Mundrę” (właśnie też rozważałam jej kandydaturę! ;-)), „Pęknięte odbicie” oraz „Jak pokochać centra handlowe”. „Projekt matka” czeka na półce, a po resztę tytułów na pewno sięgnę! 🙂

    • To ja dziękuję! Widzisz, ja mam sporo do nadrobienia – ani „Położnej” ani „Mundry” jeszcze nie czytałam.

  • Pięknie dziękuję za zaproszenie. Myślę, że każda mama znajdzie tu coś dla siebie. Ja na pewno przeczytam „Jak pokochać centra handlowe” 🙂

    • To ja dziękuję za wspaniały tekst! Mnie też ta książka zainteresowała 🙂

  • Jak każda to każda, podrzucę mojej 🙂

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Dziękuję za zaproszenie ? Na półce czeka na mnie Jak pokochać centra handlowe, chociaż trochę się jej boję, bo mam macierzyński kryzys. Nie znam jeszcze tylko Pękniętego odbicia i Błogosławionego stanu umysłu. Reszta dawno za mną i poza Projektem matka, każdą polecam. 😉

    • To ja dziękuję! „Projekt matka” pamiętam, że była dość specyficzna, język trochę wydumany. Ale ogólnie moim zdaniem dobra 🙂

  • Piękny wpis Dziewczyny 🙂
    Koniecznie muszę sięgnąć po „…Odbicie”. Mocno zaintrygowała mnie ta książka, szczególnie że porusza tak ważny temat.

    • Kasiu, mnie też zaciekawiła ta książka – choć w sumie nie jestem pewna, czy bardziej sama książka, czy tekst Marzeny 😀

      • Dziękuję 🙂 Temat ważny – tak, tak, tak! Do tego książka jest świetnie napisana i – poza samą depresją – mamy tu wątek sensacyjny. Podoba mi się takie połączenie – równowaga musi być, jakaś…

        • Czytałam tę książkę jeszcze zanim przyszło mi się zmierzyć z rolą mamy i przyznaję, że jest to pozycja, która zostaje z czytelnikiem na długo.

  • Znamy tylko Położną, W Paryżu dzieci nie grymaszą. Dzięki temu wpisowi już ściągnęłyśmy z Legimi nowe pozycje 🙂

    • Bardzo się cieszę 🙂 miłej lektury!

  • W Paryżu dzieci nie grymaszą to moje must have, bo kocham się we wszystkich francuskich książkach 😀

    • Ja przyznaję, że dziś już czuję lekki przesyt francuskimi inspiracjami 😉 Ale gdy czytałam tą książkę jakiś czas temu, to bardzo mi się podobała.

  • Aniu, dziękuję Ci ogromnie za zaproszenie – wpisy gościnne to dla mnie zawsze niesamowite wyróżnienie. ?
    Z wymienionych pozycji czytałam „Pęknięte odbicie” i jest to powieść, o której się nie zapomina. Zostaje z czytelnikiem i drażni wrażliwe miejsce, ukryty strach i ulgę, że tym razem mnie to ominęło.
    Oczywiście polecam „Jak pokochać centra handlowe” – nie bez powodu wybrałam ją, aby zaprezentować u Ciebie na blogu. ? To książka z Paszportem i o sprawach ważnych.
    Swego czasu chciałam bardzo przeczytać „W Paryżu dzieci nie grymaszą”, ale dziś po licznych recenzjach stwierdzam, że to pozycja trochę kłócąca się z moim podejściem do macierzyństwa. Nie przepadam za treningiem dzieci i złotymi zasadami typu „5 sposobów na przespane noce” itp. ? Zdecydowanie opieram się na rodzicielstwie bliskości i ufam intuicji. ?

    • Ola, w „Paryżu dzieci nie grymaszą” to moim zdaniem taka książka, do której trzeba podejść z dystansem i po prostu wybrać to, co dla nas może się okazać przydatne. Z tego co pamiętam, autorka nie podawała gotowych przepisów i wskazówek, raczej prezentuje ogólne podejście Francuzów do ciąży, rodzicielstwa i życia w rodzinie w ogóle. Ja potraktowałam to jako ciekawostkę 😉 No i podobało mi się podkreślanie, że rodzice to też ludzie i nie powinni zapominać o sobie 🙂