Chociaż od czasu przeprowadzki minęło już kilka miesięcy (jak ten czas leci!) i w nowym mieszkaniu zdążyliśmy się już zadomowić, to ciągle brakowało kilku drobnych rzeczy do ogarnięcia: półek w łazience, lustra w przedpokoju, zdjęć, które wypełniłyby puste ramki… i innych tego typu szczególików. W tym tygodniu nagle dotarło do mnie, że jeśli nie zabierzemy się za te drobiazgi teraz, to nie zabierzemy się za nie w ogóle – przecież jak Maleństwo już będzie z nami, to na pewno nie w głowie mi będzie kupowanie dodatków do mieszkania 😉 Na pierwszy ogień poszedł salon, a konkretnie półka nad kanapą, która do tej pory świeciła pustkami. Sprawa była dość prosta, bo czerwony komplet mieliśmy już wcześniej upatrzony, plakat też od dłuższego czasu czekał na wydrukowanie.

272

Trudno mi nazwać styl, w jakim urządzony jest nasz salon. Po prostu kupowaliśmy to, co podobało się nam obojgu i staraliśmy się przy tym, żeby całość była w miarę spójna. Co prawda jest on malutki (w końcu całe nasze mieszkanie ma tylko 42m2), a cegła na ścianie i dość masywne ciemne meble mogą wydawać się odrobinę przytłaczające. Ale powiem Wam, że czuję się w nim świetnie i gdybym miała możliwość teraz coś zmienić… to nic bym nie zmieniła 🙂

273

274

A na koniec mały gratis – kuchnia, a właściwie jej fragment widoczny z salonu:

276