Tak się złożyło, że ostatnio z powodu gorszego samopoczucia i zaleceń lekarza, sporo czasu spędzam w domu. Mąż wraca z pracy około 17:00-18:00, czyli siłą rzeczy przez cały dzień jestem sama. I z kim bym nie rozmawiała, dosłownie każda osoba po uprzednim wyrażeniu troski o mój stan zdrowia, zadaje mi dokładnie to samo pytanie:

„Nie nudzi Ci się tak samej?”

A mnie wtedy podnosi się ciśnienie i mam ochotę udusić tą osobę gołymi rękami. Czemu oni mnie obrażają? Być może to pytanie wynikało z tego, że dziś niemal wszyscy jesteśmy zabiegani, myślimy raczej o tym jak upchnąć jeszcze więcej obowiązków w 24 godzinach, a nie jak zorganizować sobie czas, którego mamy (o zgrozo!) w nadmiarze. Raz przyszło mi nawet do głowy, że może ja niewłaściwie interpretuję pojęcie „nudzić się” i może te osoby nie miały nic złego na myśli, a ja niepotrzebnie się tak denerwuję. Postanowiłam zapytać wujka Google. I tak, według Wikipedii:

Nuda – negatywny stan emocjonalny, polegający na uczuciu wewnętrznej pustki, zwykle spowodowany jednostajnością, brakiem zmiany otoczenia, brakiem bodźców.

I według SJP:

Nuda – nieprzyjemne samopoczucie spowodowane bezczynnością, brakiem wrażeń, monotonią życia.

Acha, czyli w definicji tkwi problem! Źle się zrozumieliśmy. Bo według mnie, nuda to nic innego, jak skutek upośledzenia wyobraźni.

„Kiedy ludzie się nudzą, to wynika chyba stąd, iż sami są głupi i nudni i nie mają ani trochę fantazji.”

Agot Gjems-Selmer

Owszem, fizycznie czułam się ostatnio nie najlepiej i zdecydowanie potrzebowałam odpoczynku, ale przecież wciąż mam sprawny mózg. Jako dziecko również sporo czasu spędzałam sama i nie przypominam sobie, żebym miała jakikolwiek problem ze znalezieniem sobie zajęcia. Gotowanie obiadu z trawy, zabawa w szkołę z pluszakami i przepisywanie tego samego dyktanda 30 razy, mniej lub bardziej udane eksperymenty z własną fryzurą, sklejanie kilkudziesięciu rolek po papierze toaletowym w celu zbudowania chomikowi najbardziej zajebistego placu zabaw na świecie, pisanie pierwszych książek i opowiadań, szycie ubranek dla lalek. I oczywiście rysowanie, malowanie, czytanie. Teraz co prawda obiady gotuję bardziej na serio, a zeszyty i bloki rysunkowe zamieniłam na laptopa, ale jeśli chodzi o moją wyobraźnię – nic się nie zmieniło. Tą chwilową nadwyżkę wolnego czasu traktuję jako doskonałą, jeśli nie jedyną w życiu okazję do realizacji dwóch z moich marzeń. Przyznam się, że jednym z nich jest napisanie książki, nad którą już pomalutku zaczęłam pracować 🙂 I serio, zupełnie nie rozumiem ludzi, którzy nie umieją sobie poradzić z organizacją swojego czasu czy nawet rutyną i monotonią. Nawet niekoniecznie trzeba ten czas wykorzystywać na coś praktycznego czy rozwojowego, równie dobrze można poświęcić go na aktywności, które zwyczajnie sprawiają nam przyjemność. Ale żeby nie wiedzieć co ze sobą zrobić? Ktoś może powiedzieć, że czasami sytuacja wręcz „zmusza” do nudzenia się – jak siedzenie w poczekalni u lekarza czy na niezbyt interesującym wykładzie. Cóż, ja w takich chwilach myślami jestem baaardzo daleko 😉 ale przecież można zająć się choćby książką. Powtórzę raz jeszcze: kto ma choć odrobinę wyobraźni, ten nie nudzi się nigdy.

Ok, sprawę nudy mamy załatwioną. Wróćmy więc jeszcze raz do pytania z początku wpisu:

„Nie nudzi Ci się tak samej?”

Czujecie, o co chodzi? Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, który może się komuś wydawać problematyczny: samotność. Otóż nie – nie mam problemu ze spędzaniem czasu sama ze sobą.

„Nie należę bowiem do ludzi, którzy nudzą się w swoim towarzystwie. Zauważyłam, jak wielu ludzi nie potrafi funkcjonować, jeśli ktoś nieustannie nie zaprząta ich myśli, nie zajmuje ich wolnego czasu. Chcą, by ktoś ciągle do nich mówił, śpiewał; byle co, byle kto, aby tylko nie zostawali sami ze sobą.”

Grażyna Bąkiewicz

Pewnie wiecie już, że z natury jestem introwertyczką, a to bardzo ułatwia sprawę, bo introwertycy właśnie w samotności najlepiej ładują baterie. Oczywiście nie ma co popadać w skrajności – jak każdy inny człowiek jestem istotą społeczną i potrzebuję kontaktu z innymi osobami. Uwielbiam spotykać się i żartować z rodziną, chętnie umawiam się ze znajomymi, lubię raz na jakiś czas zaszaleć na imprezie, a nawet zdarza mi się opuścić na chwilkę moją strefę komfortu i wyjść gdzieś z ludźmi, których nie znam. Każde takie spotkanie nastraja mnie bardzo pozytywnie i zwykle jest źródłem świetnych wspomnień. Jest jednak pewne ALE: nie potrzebuję otaczać się ludźmi przez dosłownie cały czas. I naprawdę, spędzenie całego dnia w samotności nie jest dla mnie problemem. No hej, gdy będę miała potrzebę z kimś pogadać, przecież zawsze mogę zadzwonić do koleżanki i zaprosić ją do siebie. Jak podkreślałam już wcześniej, moja wyobraźnia ma się całkiem dobrze i znalezienie sobie zajęcia, które wymagałoby spotykania się z innymi, też nie jest czymś wykraczającym poza moje możliwości. Póki co, cisza i spokój po prostu mnie cieszą 😉

„Być może w ustach osoby w moim wieku zabrzmi to trochę głupio, ale chcę, żeby wszystko było jasne: należę do ludzi, którzy lubią być sami. Podkreślę to raz jeszcze: jestem osobą, która nie cierpi z powodu samotności. Godzina lub dwie codziennego samotnego biegania, podczas którego z nikim nie rozmawiam, oraz kolejne cztery czy pięć godzin samotnego siedzenia za biurkiem nie są dla mnie ani trudne, ani nużące. Mam taką skłonność od najwcześniejszych lat, kiedy – mając wybór – znacznie bardziej wolałem czytać samotnie książki albo słuchać w skupieniu muzyki, niż spotykać się z innymi. Zawsze mam mnóstwo pomysłów na to, co mogę robić sam.”

Haruki Murakami

Ciekawa jestem, jak to jest u Was. Lubicie czasami spędzać czas w samotności i samodzielnie organizować sobie zajęcia, czy raczej wolicie, gdy ciągle coś się dzieje?