Jeśli śledzicie bloga dłużej, to pewnie wiecie, że jestem szczęśliwą mamą. Od dnia, w którym podjęliśmy decyzję, że chcemy zostać rodzicami, do momentu, w którym zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym, upłynęło kilka miesięcy. To krótko i długo równocześnie. Krótko, bo przecież są osoby, które starają się nawet latami. Długo, bo tyle czasu wystarczyło, żeby w mojej głowie pojawiło się to upierdliwe pytanie: „ale dlaczego wciąż się nie udaje?”

Pamiętam, że w tamtym okresie coraz częściej bliskie osoby dopytywały się, kiedy mamy zamiar postarać się o dziecko. Na początku to pytanie mnie irytowało, bo co komu do tego? To nasza prywatna sprawa. Później uśmiechałam się uprzejmie, a tak naprawdę powstrzymywałam łzy. Bo przecież się staraliśmy. Przecież chcieliśmy. A jaki mamy wpływ na to, czy uda się w tym miesiącu, czy w kolejnym? Czy w ogóle się uda? Serio, chciałam wtedy odpowiedzieć: „wszystko mamy zaplanowane, nasz Synek urodzi się 5 września 2015 roku, damy mu na imię Krzysztof, będzie miał śliczne ciemne oczka i będzie interesował się motoryzacją tak jak jego Tata”. Ale przecież nie wszystko da się zaplanować.

Nawet nie umiem sobie wyobrazić, co muszą przeżywać pary, które bezskutecznie starają się o dziecko od bardzo długiego czasu i jeszcze muszą walczyć z presją rodziny i znajomych. Nie umiem, dlatego poszperałam trochę w Internecie, poszukałam jak najbardziej wiarygodnych źródeł i zagłębiłam temat, a to wszystko w ramach kampanii „Niepłodności nie widać” stworzonej przed redakcję gazety Chcemy Być Rodzicami. Dagmara podjęła się jej nagłośnienia, organizując akcję „Blogerzy vs. Niepłodność” i jestem pewna, że jeszcze o niej usłyszycie. Ja ze swojej strony chciałabym przybliżyć Wam przez jakie cierpienia psychiczne i emocjonalne przechodzą osoby walczące z niepłodnością. Chciałabym obalić mit, że niepłodność wymaga leczenia jedynie czysto medycznego, podczas gdy w wielu przypadkach bez wizyty u psychologa i przede wszystkim ogromnego wsparcia i delikatności ze strony bliskich się nie obejdzie.

Na początek to, co wydaje mi się najbardziej istotne, a z czego zwykle nie zdajemy sobie sprawy: osoby zmagające się z niepłodnością doświadczają stresu tak silnego, jak pacjenci z nowotworem, uczestnicy katastrof i wypadków komunikacyjnych, lub osoby przeżywające żałobę po kimś bliskim. Średnio 30% kobiet leczących się z powodu niepłodności obserwuje u siebie objawy depresyjne, 40% czuje potrzebę konsultacji psychologicznej. Niestety, do psychologa trafia bardzo niewiele z nich – wciąż pokutuje u nas błędne przekonanie, że to wstyd, że do psychologa chodzi się tylko wtedy, gdy ma się coś mocno nie tak „z głową”. Mężczyźni trafiają do gabinetu jeszcze rzadziej, choć przecież wcale nie czują mniej. Tymczasem wyniki badań są jednoznaczne: dzięki odpowiedniej terapii pary zaczynają rozmawiać o swoim problemie, lepiej radzą sobie ze stresem, uczą się panowaniem and emocjami, łatwiej idzie im podejmowanie trudnych decyzji (a tych podczas leczenia niepłodności jest niemało). A o to, jak niepłodność wpływa na życie dotkniętych nią par:

  • Stres pojawia się już przy samym podejrzeniu choroby, a obok stresu frustracja, poczucie winy, poczucie, że jest się gorszym. Zwykle to kobieta jest stroną, która pierwsza zauważa problem i próbuje podjąć kroki w kierunku jego rozwiązania. Już rozmowa z partnerem na ten temat, poddanie się badaniom i przekonanie do nich partnera są ogromnie trudne. Zaznaczę przy tym, że o niepłodności mówimy, gdy nie udaje się zajść w ciążę po 12 miesiącach regularnego współżycia.
  • Diagnoza i podjęcie leczenia. U kobiet wymaga to czasu i metod inwazyjnych, u mężczyzn samo badanie nasienia jest prostsze. Co nie znaczy, że jest dla nich łatwiejsze – panowie często nie potrafią tego zaakceptować, czują, że poddanie w wątpliwość ich płodności podważa ich męskość i rolę społeczną. Ale uwaga: 40% diagnoz dotyczy kobiet, 40% mężczyzn, a czynników powodujących niepłodność może być mnóstwo. Pozostałe 20% to niepłodność, w której nie udało się ustalić jednoznacznej przyczyny.
  • Na tym etapie kluczowe są szczere rozmowy pomiędzy partnerami, zrozumienie, akceptacja, wsparcie. Po prostu wspólne stawianie czoła przeciwnościom. A to nie jest proste, gdy całe życie podporządkowuje się leczeniu: badania, wizyty u lekarza, obserwowanie cyklu miesięcznego kobiety, stosowanie metod, które mogą dotykać wartości i norm etycznych partnerów. Każdego miesiąca para przeżywa podobny schemat: nadzieja, motywacja, czas oczekiwania, napięcie i rozczarowanie, gdy znów nie udaje się zajść w ciążę. I znów smutek, apatia, poczucie beznadziei, tym silniejsze, im dłużej trwają starania.
  • Kobiety, u których działa instynkt macierzyński, szczególnie boleśnie odbierają obserwowanie szczęśliwych matek z dziećmi i właściwie wszystkiego, co wiąże się z rodzicielstwem – to przypomina im o tym, czego tak mocno pragną, a nie mogą mieć.
  • Kolejnym trudnym aspektem leczenia niepłodności są problemy z seksualnością. Seks traci swoją spontaniczność, staje się stresującym obowiązkiem, zaplanowanym z zegarkiem w ręku. Miłość zmienia się po prostu w automatycznie wykonywaną czynność, środek do upragnionego celu.
  • Inne uczucia towarzyszące pacjentom: lęk przed odrzuceniem przez partnera, obniżone poczucie własnej wartości, złość, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, wzajemne obwinianie się, żal do lekarzy. Nietrudno domyślić się, że taka emocjonalna huśtawka dla par, które wcześniej nie były ze sobą dostatecznie blisko, teraz może stać się przyczyną oddalenia i kryzysów w związku.

Myślę, że teraz jest to dość oczywiste – przy tak trudnych przeżyciach i skrajnych emocjach pomoc psychologa jest jak najbardziej wskazana. A po co ja o tym piszę? Około 10% par dotkniętych jest niepłodnością. To sporo, istnieje więc jakaś szansa, że i na mojego bloga zagląda czytelnik zmagający się z tym problemem. Jeśli tym wpisem uda mi się przekonać kogoś, że połączenie leczenia farmakologicznego ze wsparciem psychologa może dać o wiele lepsze rezultaty, a przynajmniej pomoże znaleźć wystarczająco dużo siły, aby przejść tą trudną drogę – to mój mały sukces. Drugi powód jest taki, że często nie zdajemy sobie sprawy, że wśród nas są pary w trakcie żmudnych badań, kosztownego leczenia, po latach nadziei i rozczarowań. To bardzo osobisty, delikatny i trudny temat, dlatego mało kto zwierza się z tego bliskim. Zwykle przeżywają swój dramat w milczeniu. Tak, piszę „dramat”, bo przecież czas oczekiwania na dziecko powinien być czasem spokoju i radości, a nie stresu, żalu i napięcia. Dlatego apeluję do wszystkich: zanim zapytasz znajomą parę kiedy mają zamiar począć potomka lub zaczniesz udzielać im „dobrych rad”, ugryź się w język i dobrze zastanów. Niepłodności nie widać. Skąd wiesz, czy kobieta siedząca obok ciebie nie cierpi za każdym razem, gdy słyszy słowo „dziecko”? Nie dokładaj jej jeszcze więcej bólu.