Czas odświeżyć kolejny cykl na blogu! Tym razem mam dla was krótką charakterystykę trzech ostatnio obejrzanych filmów. Tak, tylko trzech, bo niestety przy małym dziecku trudno znaleźć czas na więcej. Gdy wieczorem Synek już zaśnie, mam wybór: albo film, albo książka, albo… sama idę wcześniej spać 😉 bo niestety ostatnio mój chłopczyk o 4 rano już jest wyspany i chętny do zabawy. Wiecie, że już prawie rok nie byłam w kinie?! Cóż, kiedyś nadrobię 😉 A teraz łapcie te trzy:

„Southpaw”

Ile było już filmów o sławnych sportowcach i ich trudnej drodze na szczyt? Sporo, ten jednak jest nieco inny. Billy Hope (Jake Gyllenhaal), który już ma znaczne osiągnięcia na ringu, a do tego piękną żonę (moja ulubiona Rachel McAdams!) i uroczą córkę, stacza się na samo dno. Przez jego porywczy charakter dochodzi do tragedii: jego żona ginie w strzelaninie, a córka zostaje zabrana przez opiekę społeczną. Hope początkowo pogrąża się w rozpaczy, znajduje jednak w sobie dość siły, by zacząć wszystko od nowa i znów podjąć treningi pod okiem emerytowanego boksera. Uczy się pokory i odpowiedzialności, na nowo ustala swoje priorytety. Trudno nie kibicować temu twardzielowi o miękkim sercu, który po ciężkich przejściach próbuje odzyskać dobre imię. Akcja trzyma w napięciu, starcia na ringu przeplatają się z wyciskającymi łzy scenami trudnych spotkań ojca z córką, do tego świetna gra aktorska i ścieżka dźwiękowa… polecam!

„In time”

1038

Kolejny film, tym razem SF, z niezłą obsadą (Justin Timberlake, Amanda Seyfried). Andrew Niccol snuje dość ponurą wizję przyszłości: wykreował świat, w którym jedyną walutą jest czas. I tak bogacze mogą żyć wiecznie, w dodatku cały czas wyglądając na 25 lat, podczas gdy biedota żyjąca w gettach każdego dnia dostaje w prezencie jedyne 24 godziny. Ludzie, którym do wieczora nie uda się zarobić dodatkowych godzin, umierają. A sam bilet autobusowy kosztuje 2 godziny… Główny bohater Will postanawia zabawić się w Robin Hooda, kradnąc czas bogatym i rozdając biednym, tym samym burząc cały ten system. Poza kilkoma scenami akcji w filmie zabrakło mi dynamizmu, a między dwójką głównych aktorów raczej nie iskrzyło, przez co sceny z ich udziałem wypadły dość blado. No i Sylvia biegnąca i skacząca po dachach w szpilkach… ja wiem, że to SF, ale żeby aż tak? Niemniej jednak uważam, że warto obejrzeć, bo film skłania do refleksji – ja dostrzegam w nim analogię do współczesnego, wiecznie zabieganego społeczeństwa. No i czy samo dążenie do nieśmiertelności rzeczywiście ma sens? Czy żyjąc dłużej, faktycznie wykorzystamy dany nam czas pełniej, lepiej? A może chodzi o odzwierciedlenie realiów dzisiejszego świata, w którym garstka trzyma władzę nie martwiąc się o jutro, podczas gdy większość żyje z dnia na dzień, ledwo wiążąc koniec z końcem? Do przemyślenia.

„Ashby”

Ashby

Ciepły film o dojrzewaniu, dorastaniu, o sztuce godzenia się z tym, co przynosi los. Licealista Ed to obdarzony ponadprzeciętną inteligencją odludek. Zaprzyjaźnia się ze swoim sąsiadem, emerytowanym zabójcą, który choruje na raka i zostało mu niewiele czasu. Ta nietypowa znajomość przynosi chłopakowi wiele korzyści: uczy się mierzyć z własnymi lękami, walczy o swoją pasję którą jest futbol, odkrywa tajniki pierwszej miłości. Powoli wchodzi w rolę mężczyzny i głowy rodziny, pomagając matce zaakceptować swoją sytuację i odzyskać szacunek do siebie samej. Zabójca Ashby natomiast rozprawia się z własną przeszłością, szuka przebaczenia i wyjaśnia niedomknięte sprawy. Mickey Rourke w roli Ashby’ego jest po prostu genialny, choć przyznam, że przykro się patrzy, jak wygląda teraz (gdy o nim myślę, wciąż mam przed oczami obraz przystojniaka z „9 i ½ tygodnia” z 1986 roku). Postaci są trochę przerysowane, jednak wcale to nie przeszkadza w odbiorze. Trudne tematy zostały tutaj podane w lekki sposób, z nutą inteligentnego humoru. Film na pierwszy rzut oka niewymagający, a jednak prawdziwy i wartościowy.


Wszystkie trzy powyższe filmy w skali 1-6 oceniam na mocne 4. Pewnie niedługo o nich zapomnę i raczej nie będę wracać, ale na pewno nie żałuję czasu poświęconego na ich obejrzenie.

A Wy co ostatnio oglądaliście? Polecicie coś dobrego?