Czas na podsumowanie ostatnio przeczytanych książek. Dziś zamiast tradycyjnie trzech mini-recenzji, będzie ich cztery. Choć każda książka jest inna, a słońce za oknem sprzyja czytaniu pozytywnych historii, to tak się złożyło, że we wszystkich jest… śmierć! Nie wybierałam tych tytułów celowo, jakoś tak po prostu wyszło… i w sumie wyszło nie najgorzej. Powiem Wam, że spojrzenie na ten trudny i smutny temat z tak wielu perspektyw to było naprawdę ciekawe i pouczające doświadczenie.

„Zostań jeśli kochasz” Gayle Forman

Książka z gatunku Young Adult ze śmiercią w roli głównej – musicie przyznać, że to dość dziwnie brzmiące połączenie… a jednak całość oceniam na plus. Mia, uzdolniona muzycznie nastolatka, na skutek tragicznego wypadku traci swoich najbliższych, a sama zapada w śpiączkę. Tylko od niej zależy, czy się obudzi i będzie żyła dalej. Podjęcie tej decyzji wydaje się być zadaniem ponad jej siły – długo twa w stanie „pomiędzy” i próbując zrobić krok w którąś ze stron, wspomina swoje dotychczasowe życie. Opowiada o relacjach z rodzicami, rozwijaniu swojej pasji (gra na wiolonczeli), przyjaciółce na dobre i na złe, trudnym związku z Adamem, również muzykiem. To książka dla nastolatków, pisana prostym językiem, ale na pewno nie banalna. Jest przepełniona smutkiem, a mimo to ciepła, dająca jakąś nadzieję, zmuszająca do refleksji. Wiem, że można by było jeszcze bardziej podkreślić złożoność sytuacji Mii, wycisnąć z niej jeszcze więcej emocji i przede wszystkim mocniej skupić się na tragedii, jaka ją spotkała (zamiast na wzdychaniu do chłopaka), ale nie będę się już tak czepiać 😉 Książkę czyta się bardzo szybko, może nawet zbyt szybko – jest krótka, ani się obejrzałam a tu ostatnia strona. Widziałam również film i jak dla mnie jest odrobinę przesłodzony, a aktorzy odtwarzający główne role trochę sztywni i mało wiarygodni (szczególnie Adam – miał być rockmanem i chyba takim bad-boy’em, a wyszła bułka z masłem), ale i tak kilka chusteczek poszłooo. No po prostu nie da się nie wzruszyć.

„Będziesz tam?” Guillaume Musso

Musso to Musso, spodziewałam się więc dobrej historii ze szczyptą magii i taką też otrzymałam. Nie zawiodłam się, ale też nie będzie z mojej strony aż tak wielkich „ochów” i „achów”, jakimi niektórzy obsypują tego autora – dla mnie jest dobrze, ale jeszcze nie wybitnie. Elliott jest szanowanym 60-letnim chirurgiem. Ma 20-letnią córkę, z której jest bardzo dumny i kocha ją całym sercem. Gdy pewnego dnia dowiaduje się, że choruje na raka i zostało mu niewiele czasu, ma tylko jedno marzenie: zobaczyć jeszcze raz Ilenę, kobietę w której był do szaleństwa zakochany jako młody chłopak. Ale Ilena zmarła tragicznie przed 30-stoma laty… Niespodzianka: okazuje się, że jest sposób by na chwilę wskoczyć w przeszłość. Co Elliott w takim razie mógłby przekazać swojemu młodszemu „ja”? Czy może i czy powinien zmieniać bieg wydarzeń i próbować ocalić życie Ilenie? I co wtedy stałoby się z jego córką Angie – czy w ogóle poznałby jej matkę? Mamy tutaj efekt motyla – autor udowodnił, jak olbrzymie konsekwencje może wywołać jedno drobne działanie, jedna na pozór błaha decyzja. Poza tym jest wielka miłość (do kobiety, do córki), wieloletnia przyjaźń, wymagająca praca, radzenie sobie ze świadomością postępującej choroby. I jeszcze genialnie dobrane cytaty rozpoczynająca każdy rozdział! Widzicie więc, że to świetny materiał na poruszającą, dającą do myślenia historię, ale mimo to zabrakło mi tego „czegoś”. Nawet trudno mi określić czego dokładnie – sam motyw podróży w czasie jest dość oklepany, może więc chodzi o ten brak oryginalności? Mam też wrażenie, że autor czasami zbyt wiele przeskakuje, zbyt wiele upraszcza, za płytko wchodzi w wewnętrzne przeżycia bohaterów. Książkę czyta się lekko, szybko i przyjemnie, ale raczej nie pozostanie w mojej pamięci na długo.

„Czekam na Was, ale się nie spieszcie”  Izabela Bartosz, Kapsyda Kobro-Okołowicz

To zdecydowanie najbardziej wartościowa książka z całej dzisiejszej czwórki. Jakiś czas temu czytałam „Życie na pełnej petardzie” i po lekturze nabrałam ochoty, aby jeszcze lepiej poznać życie i działalność księdza Jana Kaczkowskiego. „Czekam na Was” to zbiór wspomnień o tym niezwykłym człowieku. Rodzina, przyjaciele i współpracownicy szczerze mówią jak go zapamiętali, mamy więc możliwość poznania jego najbardziej osobistej, ludzkiej strony – nie tej medialnej. Bystre dziecko, dobry nauczyciel, wymagający szef, oddany przyjaciel, uparciuch i miłośnik dobrego jedzenia. Obdarzony niesamowitym poczuciem humoru, nie bał się trudnych tematów, każdego człowieka traktował z ogromnym szacunkiem. Najwięcej opowiada o nim jego dobra znajoma Kapsyda Kobro-Okołowicz, działaczka fundacji Rak’n’Roll, również zmagająca się z poważną chorobą. Z każdego zdania bije ogromna tęsknota, ale też podziw i radość, że wspólnie mogli zdziałać coś dobrego. To był naprawdę niespotykany duet – ksiądz i ateistka, dwie silne osobowości. Sporą część zajmują opisy hospicjum w Pucku, miejsca, w którym pacjenci mogą z godnością i w spokoju spędzić swoje ostatnie dni. Ta książka bez wątpienia przywraca wiarę w ludzi. Dobrze jest mieć świadomość, że na świecie nie brakuje osób gotowych na bezinteresowną pomoc, otwartych, delikatnych w kontaktach z chorymi i ich bliskimi. I księży, którzy potrafią wyjść do człowieka w potrzebie.

„Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë

A to w ramach mojego postanowienia o odświeżeniu sobie klasyki. Pierwszy raz czytałam „Wichrowe Wzgórza” jakieś 10 lat temu, może i więcej. Chyba byłam po prostu za młoda na tę historię, bo wtedy nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Obiecywali romans wszech czasów, a tam same ponuraki siedzą przy stole albo włóczą się po wrzosowiskach, knują i warczą na siebie nawzajem, a do tego ciągle ktoś umiera. Tym razem na szczęście było o wiele lepiej 😉 naprawdę mocno mnie wciągnęła. Jestem zachwycona językiem i umiejętnością budowania przez autorkę mrocznego klimatu – czytając niemal miałam wrażenie, że za oknem zbierają się ciemne chmury i zrywa silny wiatr, chociaż w rzeczywistości było słońce i blisko 30 stopni Celsjusza. Nie będę streszczać fabuły, bo chyba większość z Was przynajmniej kojarzy postać Catherine i pana Heathcliffa. Napiszę tylko, że dla mnie to rewelacyjna powieść, choć nadal nie nazwałabym jej takim typowym romansem – miłość oczywiście gra tu ogromną rolę, ale chyba jeszcze większą wagę ma wnikliwa obserwacja ludzkiej natury. Samotność, zazdrość, nienawiść, zemsta, pasja, szaleństwo… czego nie ma na tym pustkowiu! A te pokręcone relacje pomiędzy bohaterami! Trzeba mocno się skupić podczas czytania, aby właściwie odgadnąć ich intencje i dostrzec cokolwiek za kłującym w oczy egoizmem. Ja mimo całej swojej chęci zrozumienia wszystkiego i tak jestem przekonana, że wracając do tej powieści za kolejne 10 lat, znów odkryję coś nowego. Czytajcie klasykę – nawet jeśli kiedyś nie zaklikało, warto spróbować jeszcze raz!

________________________________________________________________________________

Czytaliście powyższe książki? Co o nich sądzicie? A może lektura dopiero przed Wami? Zapraszam do dyskusji!