Kolejny rok zaczynam od czegoś przyjemnego: mini-recenzji ostatnich książek, które przeczytałam w roku 2016. Co prawda w okresie świątecznym nie było zbyt wiele czasu, a później całą rodziną walczyliśmy z wstrętnym choróbskiem (nadal walczymy! Ehh…), ale udało mi się przeczytać trzy książki. I to nie byle jakie! Tym razem każda zupełnie inna – kryminał, komedia kryminalna i wstrząsająca powieść wojenna. Ciekawa jestem, czy je znacie? A może uda mi się zachęcić Was do poznania tych autorów?

„Pentagram” – Jo Nesbo

Komisarz Harry Hole z powodu nadużywania alkoholu otrzymuje wypowiedzenie. Zanim pożegna się z pracą na dobre, angażuje się w jeszcze jedno śledztwo. Tropi tajemniczego „kuriera śmierci” – seryjnego mordercę, który odcina swoim ofiarom palce u rąk, a na miejscu zbrodni pozostawia charakterystyczny znak. W śledztwie bierze udział również Tom Waaler, do którego Harry jest mocno uprzedzony – ma podstawy by sądzić, że Tom zamieszany jest w śmierć jego bliskiej koleżanki z policji. Ta książka posiada wszystkie cechy, jakie powinien posiadać dobry kryminał: trudno się oderwać, trzyma w napięciu, a autor dosłownie bawi się z czytelnikiem, podsuwając mu fałszywe tropy i ciągle odsuwając rozwiązanie zagadki. Poza wątkiem kryminalnym, w fabułę zostały zręcznie wplecione osobiste problemy komisarza –dzięki temu staje się on postacią bardzo autentyczną, bliską czytelnikowi. Niekoniecznie od razu go polubimy, ale na pewno zapada w pamięć: ma swoje słabości, bywa nieuprzejmy, zgryźliwy, ale posiada też kilka pozytywnych cech, jak choćby lojalność i uczciwość. „Pentagram” jest trzecią częścią „Trylogii z Oslo”, ja niestety nie czytałam poprzednich. Nie odebrało mi to przyjemności z lektury, ale nieco żałuję, że nie poznałam losów Harry’ego od samego początku… cóż, to wszystko jest do nadrobienia. Jeśli szukacie dobrego kryminału to gorąco zachęcam do zapoznania się z twórczością Jo Nesbo. Ja na pewno jeszcze nie raz spotkam się z tym autorem 🙂

„Granat poproszę!” – Olga Rudnicka

Roztargniona pisarka, niewierny małżonek, bystre nastoletnie rodzeństwo i charyzmatyczne babcie. Dodajmy do tego przebiegłą kochankę, która ginie w tajemniczych okolicznościach, finansowe przekręty, przystojnego policjanta i rzeczywiście mamy mieszankę wybuchową. Naprawdę, można wybuchnąć… ze śmiechu 🙂 Olgę Rudnicką poznałam przy okazji serii o Nataliach i tym razem również się nie zawiodłam. Autorka po raz kolejny stworzyła nieco przerysowaną, pełną żywych dialogów i fantastycznego humoru historię. Intryga jest niezbyt skomplikowana, ale właściwie nie o to tutaj chodzi. Poza wątkiem „kryminalnym” mamy mnóstwo sytuacji z życia, aktualnych, na czasie. Każda z nas może odnaleźć odrobinę z siebie w którejś z postaci, barwnych, a jednocześnie prawdziwych. Podoba mi się to spojrzenie na codzienne problemy – z dystansem, przymrużeniem oka. Książkę czytałam tuż przed Świętami, gdy trochę brakowało mi czasu i sił. I to był strzał w dziesiątkę! Bo czasami i takie lektury są potrzebne: lekkie, zabawne, przy których można po prostu odpocząć. „Granat poproszę!” raczej nie wniosła w moje życie nic nowego, nie wciągnęła mnie też jakoś szczególnie mocno, po prostu podczytywałam pomiędzy zabawami z Synkiem i pakowaniem prezentów… i raz po raz uśmiechałam się szeroko. Gdy kolejnym razem będę potrzebowała jakiejś rozweselającej, niewymagającej lektury, to już wiem po jaką autorkę mogę sięgać w ciemno.

„Ukryta róża” – Reyes Monforte

Tą książkę czytałam długo. Celowo powoli ją sobie dawkowałam, bo czasami wystarczało zaledwie kilka stron, żeby mnie przygnębić i zszokować. Tłem powieści jest wojna pomiędzy serbskimi nacjonalistami i bośniackimi muzułmanami, jedna z najbardziej okrutnych w historii. Główna bohaterka to 18-letnia dziewczyna Zehera. Młoda, piękna, z głową pełną marzeń i planów na przyszłość, jak większość dziewcząt w jej wieku. Ignoruje prośbę starszej siostry, by uciekała z kraju póki jest to możliwe i z dnia na dzień staje się niewolnicą lokalnego watażki Saszy Ludonovica. Wielokrotnie gwałcona i bita, jest świadkiem tortur najbliższych osób i bestialskich mordów. Zupełnie przybita, od innych kobiet słyszy, że „ma szczęście” bo są takie, które potraktowano w jeszcze brutalniejszy sposób, o ile to w ogóle możliwe. W końcu Zeherze udaje się wyrwać z rąk oprawców i dotrzeć do Hiszpanii, gdzie próbuje na nowo odbudować swój świat. Jednak to wciąż nie koniec jej cierpień – koszmarna przeszłość ciągnie się za nią latami i jak się okazuje, łatwiej wyleczyć zmasakrowane ciało niż tak głęboko zranioną psychikę. Nawet nie umiem opisać jak bardzo wstrząsnęła mną ta historia, oparta przecież na rzeczywistych wydarzeniach. Czytając przez cały czas przekonywałam samą siebie, że to niemożliwe, żeby w ludziach było tyle zła i nienawiści… a jednak. Wiecie, że odwiedziłam Bośnię na wakacjach gdy chodziłam jeszcze do liceum? Oczywiście byłam świadoma tego, że niedawno toczyła się tam wojna, ale do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że to miejsce było dosłownie piekłem na ziemi. Że coś takiego jak granica człowieczeństwa naprawdę istnieje i wielu ją przekroczyło, zamieniając się w ogarnięte żądzą mordu bestie. To książka, której z pewnością nigdy nie zapomnę; otworzyła mi oczy na wiele spraw i dzięki niej jeszcze mocniej doceniłam własne spokojne życie. Bardzo polecam, ale też ostrzegam – opisy są naprawdę drastyczne.

P.S. Wśród wielu wspaniałych grudniowych prezentów znalazłam dwie książki: „Florystka” – Katarzyna Bonda i „Tamtego lata na Sycylii” – Marlena de Blasi. Poza tym stałam się szczęśliwą posiadaczką Kindla 🙂 powoli przyzwyczajam się do takiej formy czytania i czuję, że to będzie świetne rozwiązanie. Kocham papier, ale rozumiecie, brak miejsca na tyle książek… już czeka na mnie kilka świetnych e-booków. A Wydostaliście jakieś książkowe prezenty? Koniecznie się pochwalcie!