Wreszcie mogę podzielić się z Wami książkami, które czytałam w ostatnich tygodniach. Niestety nie będzie tego dużo – premiera „Bursztynowego” pochłonęła mnie bez reszty, niedługo wezmę udział w pierwszym spotkaniu autorskim (trzymajcie kciuki!), wprowadzam ostatnie poprawki w kolejnej powieści. Poza tym jako mama zdecydowanie nie mogę narzekać na nudę, Synek codziennie funduje nowe atrakcje. Ale… trzy mini-recenzje są 🙂

„Tamtego lata na Sycylii” – Marlena de Blasi

Amerykańska dziennikarka, podczas swojej podróży przez Sycylię, trafia do willi tajemniczej, starszej kobiety – Toski. Mąż namawia ją do wyjazdu, jednak ona jest zafascynowana zarówno nowym miejscem, jak i jego właścicielką. Powoli udaje jej się zdobyć zaufanie starszej pani, która opowiada jej swoją historię. Była biedną dziewczynką, oddaną na wychowanie do pałacu księcia d’Anjou, dzięki czemu jej los zupełnie się odmienił. Mimo różnicy wieku i pochodzenia, między księciem i dorastającą Toską pojawia się gorące uczucie. Jednak nie dane im było długo cieszyć się sobą… Według mnie książka jest nieco nierówna: momentami trochę mnie nudziła (szczególnie początek), za to późniejsze opisy miłosnych perypetii, przemian gospodarczych i działań włoskiej mafii mocno wciągały. Myślę, że warto przeczytać przede wszystkim ze względu na klimat – mnóstwo smaków, zapachów, emocji, intryg, niedopowiedzeń… powieść świetnie oddaje piękną, ale i niebezpieczną rzeczywistość wyspy. To spokojna lektura, idealna zarówno na urlop, jak i ponury, zimny dzień.

„Zaklinacz czasu” – Mitch Albom

Co do tej książki mam mieszane uczucia. Autor całkiem zgrabnie połączył trzy wątki: alegorycznej historii o Ojcu Czasie, losów bogatego biznesmena na łożu śmierci i nieszczęśliwie zakochanej nastolatki. Z jednej strony muszę się zgodzić, że to pozycja bardzo mądra, pięknie napisana i potrzebna w dzisiejszym zabieganym świecie. A z drugiej – chyba spodziewałam się po niej czegoś więcej i dlatego jestem odrobinę rozczarowana. Bardzo szybko odgadłam, jakie będzie przesłanie i nie powiem, żeby jakoś szczególnie wpłynęła na moje życie. Za to wypisałam sobie z niej kilka bardzo trafnych cytatów, tych tutaj nie brakuje 😉 Moje ulubione:

„Nigdy nie jest za późno ani za wcześnie. Jest dokładnie wtedy, kiedy trzeba”.

„Chwilę albo się łapie, albo pozwala jej się minąć”.

„Wszyscy tęsknimy za tym, co utraciliśmy. Czasem jednak zapominamy o tym co mamy”.

„Żona gubernatora” – Mark Gimenez

Bode Bonner to urodzony polityk. Stanowisko gubernatora Teksasu przestaje mu wystarczać, wciąż chce więcej, i więcej, i więcej: władzy, młodszych kobiet, pieniędzy, sławy, wrażeń. Jego piękna żona Lindsay ma dość życia w cieniu Bonnera i przymykania oczu na kolejne wybryki. Jest silną, odważną kobietą, chce zająć się czymś dobrym. Zostawia niewiernego męża i ucieka na granicę Meksyku i USA. Ukrywając swoją tożsamość, podejmuje pracę jako pielęgniarka w slumsach – miejscu, gdzie panuje wręcz niewyobrażalna bieda i przemoc. Pomagając przystojnemu doktorowi, ratuje życie postrzelonemu latynoskiemu chłopcu. Nie wie, że to syn potężnego barona narkotykowego… Książkę czyta się rewelacyjnie. Co prawda do połowy jak dla mnie było zbyt wiele odniesień do polityki, a za mało samej Lindsay, ale później akcja tak się rozkręca, że trudno się oderwać. Romans, mafia, dramat rodzinny, walka o władzę – jest wszystko, aby książka trzymała w napięciu i dostarczała dobrej rozrywki. Mało tego, autor zmusza czytelnika do zastanowienia się nad kilkoma pytaniami: co tak naprawdę liczy się w życiu? Do czego prowadzą zbyt wygórowane ambicje? Zdecydowanie polecam!

 

Poza tymi trzema książkami, zaczęłam czytać „Trzy metry nad niebem”, ale nie wiem czy skończę… i drugą część, „Tylko ciebie chcę” chyba też sobie odpuszczę. Miałam ochotę na jakąś lekką, młodzieżową lekturę, ale język, którym posługuje się autor zupełnie mi nie podszedł. A może ja już jestem na nią za stara? 😀 Podobno filmy są niezłe, być może obejrzę w wolnym czasie. A Wy czytaliście/oglądaliście?