„PISARZEM JEST TEN, KTO PISZE”

Zgadnijcie, jakie pytanie najczęściej słyszę po premierze „Bursztynowego Anioła”. Wiecie? Nie? Otóż brzmi ono tak: „Kiedy Ty miałaś czas na pisanie?”. Prawdę mówiąc, nie miałam – kończyłam powieść podczas urlopu macierzyńskiego, a każda mama doskonale wie, że ten okres z urlopem poza nazwą nie ma nic wspólnego. Gdy dodatkowo przyznaję się, że zajmując się małym dzieckiem nie tylko pracowałam nad „Bursztynowym”, ale i napisałam kolejną powieść, to oczy mojego rozmówcy zwykle rozmiarem zaczynają przypominać spore talerzyki. I znowu: „Jak? Kiedy?”.

Może to zabrzmi banalnie, ale… po prostu uświadomiłam sobie, jak ważne jest dla mnie marzenie o wydaniu własnej książki i o tym, aby pisać coraz lepiej. A następnie uświadomiłam sobie, że marzenie, dopóki nie zaczniemy robić konkretnych kroków w kierunku jego realizacji, na zawsze pozostanie tylko marzeniem. Napisanie powieści wymaga pomysłu i super, kiedy towarzyszy wena. Bardzo miło tworzy się w głowie plan, układa dialogi, wyobraża swoich bohaterów. Jeszcze przyjemniej myśli się o już gotowej, wydanej książce. Ale jak sama się przekonałam, spisanie kilkuset stron to przede wszystkim trudna i żmudna praca.

Choć pierwszy szkic „Bursztynowego Anioła” powstał ładnych kilka lat temu, to dopiero w zeszłym roku, już jako mama tak naprawdę wzięłam się do roboty. Przestałam tylko marzyć, a zaczęłam pisać – prawie codziennie, głównie w trakcie drzemek Krzysia lub gdy Mąż/Rodzice zabierali Go na spacer. Przestałam szukać sobie wymówek i pozwalać na wątpliwości, po prostu siadałam i stukałam w klawiaturę laptopa. Czasami trafiło mi się wolne 1-2 godziny na pisanie, czasami tylko 20 minut, zanim mnie samej opadły powieki. Czasami pisałam jednorazowo dwie strony, a czasami tylko dwa zdania. Jednak wiedziałam, że każde napisane zdanie, nawet słowo to kolejny mały kroczek, dzięki któremu w jakiś sposób się rozwijam. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale wiem też, że jestem na dobrej drodze.

Wierzę, że dokładnie tak samo jest z każdym innym marzeniem: o malowaniu, tańcu, śpiewaniu, dążeniu do pięknej sylwetki. Dlatego chciałabym podzielić się z Wami pewnym tekstem, który co prawda dotyczy pisania, ale spokojnie można odnieść go do dowolnej dziedziny, o czymkolwiek marzycie. Być może Was zainspiruje i zmotywuje – tak, jak zainspirował i zmotywował mnie. Jest dla mnie bardzo ważny; często do niego wracam w gorszych chwilach, wypisuję sobie cytaty, podzieliłam się nim z młodzieżą podczas spotkania autorskiego. To takie moje koło ratunkowe, drogowskaz i przypominaczka o wyznaczonym celu. O tym, że samo nic się nie zrobi.

Regina Brett „Bóg nigdy nie mruga” Lekcja 18

Pisarzem jest ten, kto pisze. Jeśli chcesz być pisarzem, pisz.

„Często mnie pytają jak zostać pisarzem. Nie wiem, znam za to świetne sposoby, jak nim nie zostać:

Oglądaj godzinami bezsensowne programy w telewizji. Sprawdzaj skrzynkę e-mailową. Rozmawiaj na czatach z przyjaciółmi. Wchodź na fora dla pisarzy. Odbieraj telefon za każdym razem, gdy zadzwoni.

Zamartwiaj się, czy mówi się „tą” czy „tę”, „wziąść” czy „wziąć”, „poszłem” czy „poszedłem”. Łam sobie głowę nad tym, czy postawić dwukropek, czy średnik.

Godzinami zastanawiaj się, czy lepiej pisać, czy stenografować, używać komputera czy notesu, długopisu czy ołówka, maca czy peceta.

Przypominaj sobie każde źle ocenione wypracowanie, jakie kiedykolwiek napisałeś. Przywołuj w pamięci każdego nauczyciela, który skrytykował twój styl.

Prowadź dyskusje z niewidzialnymi redaktorami, zwołującymi co godzinę zebrania w twojej głowie. Płacz nad listami odmownymi, których jeszcze nawet nie dostałeś, ale bez wątpienia dostaniesz.

Jak nie pisać?

Daj się onieśmielić technice. Odłóż pisanie do czasu, aż będziesz umiał włączyć w edytorze numerację stron.

Zrób najpierw doktorat z twórczego pisania. Idź na terapię. Znajdź odpowiednią grupę dla pisarzy. Poczekaj, aż przezwyciężysz strach przed porażką albo przed sukcesem. Wmawiaj sobie, że masz małe szanse na publikację.

Martw się o to, z czego będziesz płacić rachunki. Porównuj się ze wszystkimi. Narzekaj, że na dworze jest za gorąco lub za zimno, zbyt duszno albo zbyt przyjemnie, by pisać.

Postaw sobie za cel dołączyć do klasyków literatury światowej. Analizuj każdy pomysł, nim napiszesz pierwsze zdanie. Dąż do perfekcji. Ogłoś się następcą Szekspira.

Jak ognia unikaj własnego stylu. Używaj wyłącznie trudnych słów, żeby zaimponować czytelnikom.

Jak nie pisać?

Zgłoś się na kolejną konferencję dla pisarzy, zamiast faktycznie usiąść przy biurku z piórem w ręku.

Powtarzaj sobie bez przerwy, że nie masz nic do powiedzenia. Sprawdź horoskop. Zrób listę osób, które nie wierzą, że uda ci się zostać pisarzem.

Spiłuj paznokcie. Podlej kwiaty. Posprzątaj w piwnicy. Otwórz biuro. Zbuduj sobie pustelnię w ogródku albo przeznacz na pisanie jedną część domu.

Szukaj wsparcia u wszystkich wokół. Zapomnij o swoich smutkach, zainteresowaniach czy ulubionej muzyce. Narzekaj, że nikt cię nie rozumie.

Żądaj zaliczki, zanim cokolwiek napiszesz. Wdawaj się w dyskusje z telemarketerami. Układaj pasjanse na komputerze. Zrób listę rzeczy do załatwienia i na pierwszym miejscu umieść pisanie.

Narzekaj na nauczyciela angielskiego, którego bałeś się w szkole. Profesora, który nie zwracał na ciebie uwagi na studiach. Brata, który ukradł ci pamiętniki. Siostrę, która przeczytała twoje dzienniki.

Marnuj czas, zazdroszcząc innym pisarzom, którym wszystko przychodzi tak łatwo. Redaguj tekst podczas pisania. Sprawdzaj gramatykę i interpunkcję, zanim skończysz akapit. Tak często opowiadaj o swoich pomysłach, aż nawet ciebie zaczną nudzić.

Jak nie pisać?

Poczekaj, aż będziesz mieć dzieci. Poczekaj, aż twoje dzieci przestaną ząbkować, skończą sezon piłkarski i wyjadą na studia.

Poczekaj, aż codziennie będziesz mieć dwie pełne godziny na pisanie.

Poczekaj, aż rzucisz palenie, picie albo znajdziesz odpowiedniego drinka i zalejesz się w trupa.

Poczekaj, aż twoje rodzeństwo się wyprowadzi, a twoi rodzice umrą.

Poczekaj, aż spotkasz miłość swojego życia. Poczekaj, aż sąd orzeknie rozwód.

Poczekaj, aż wyjedziesz na wakacje. Poczekaj, aż wrócisz z wakacji.

Poczekaj, aż znajdziesz swoją muzę. Poczekaj na natchnienie.

Poczekaj, aż doktor powie, że zostało ci sześć miesięcy życia.

A potem umrzyj, zabierając ze sobą wszystkie nienapisane słowa.”

Pisarzem jest ten, kto pisze. Malarzem jest ten, kto maluje. Tancerzem jest ten, kto tańczy. Sportowcem jest ten, kto ćwiczy. Pamiętajcie o tym.

  • Uwielbiam felietony Reginy Brett i często do nich wracam 🙂 a ten jest jednym z moich ulubionych 😉
    Jeszcze raz gratuluję Aniu i podziwiam :* a takze trzymam kciuki 😉

    • Ja również lubię wracać do książek Reginy Brett, szczególnie do „Bóg zawsze znajdzie Ci pracę”. Bardzo podnoszą na duchu 🙂
      Dziękuję pięknie :*

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Post idealnie dla mnie. Koncepcji na powieść mam trzy. Zdania je rozpoczynające, w głowie, od dawna ułożone, ale… ciągle nie potrafię otrzowyć pliku i zacząć pisać. Trwonię czas, zamiast go wykorzystać. Ciągle sobie wmawiam, ze najpierw musze uporządkowac to, zrobić tamto i jak oczyszczę przestrzeń wokół siebie, to będę mogła usiąść i napisać. A przecież nigdy nie będę miała więcej czasu niż teraz. Chyba nigdy też nie zacznę pisac naprawdę 😛

    • No właśnie – czasu nie będzie więcej. Chyba, że na emeryturze… 😛 Iza skoro masz pomysły to nie czekaj! Świetnie piszesz i jestem pewna, że mogłabyś stworzyć coś wyjątkowego. A satysfakcja ogromna 🙂

  • Pisać nie piszę (oprócz bloga oczywiście) ale post można w sumie dopasować do każdej dziedziny życia 🙂

    • Pewnie! Chodzi o to, żeby rozwijać swoje pasje, nie odkładać tego na później 🙂

  • Niesamowite są te słowa Reginy Brett – sama prawda.
    Jak wiele razy człowiek zajmuje się nie tym, czym powinien. Co oddala go od marzeń, zamiast przybliżać… Wczoraj przygotowywałam rysnotkę do tekstu o samodyscyplinie. Myślę że w aspekcie pisania to podstawa. Czasem tak jak piszesz, wystarczy kilka słów, więcej, mniej, ale (znów się z Tobą zgadzam) wszystkie te słowa zbliżają do upragnionego celu. To ciężka, żmudna i trudna praca… Ale warto się jej podjąć, jeśli marzymy o własnej książce.
    Bardzo mądre słowa Aniu przytoczyłaś w swoim tekście. Mądre i dające do myślenia.

    • Kasiu czytałam Twój tekst o samodyscyplinie – fajnie, że się w tym temacie zgadzamy 🙂 Dokładnie tak jest: myślimy o celu, czas sobie płyyyynie… a my nie robimy nic, co by do tego celu przybliżało. Naprawdę warto skupić się na tym, co można zrobić tu i teraz i zmobilizować się do tego, nawet jeśli mamy milion wymówek, żeby przełożyć to na jutro.
      Cieszę się, że zacytowany tekst Ci się spodobał 🙂

  • Ten post jest niezwykle motywujący! Poza tym tekst Reginy Brett sprawił, że coś ścisnęło moje serducho. Jest niezwykle uniwersalny, bo może dotyczyć wszystkiego, nie tylko pisarstwa 🙂
    Pozdrawiam cieplutko!

    • Właśnie za to uwielbiam czytać Reginę Brett – jej rady są uniwersalne i mocno poruszają 🙂
      Pozdrawiam!