Chciałabym poruszyć dziś temat, który być może nie wszystkim się spodoba. Trudno, biorę na klatę. Już wyjaśniam o co chodzi – wchodząc na moje ulubione blogi zauważyłam, że ostatnio królują takie tematy: jak zwiększyć swoją efektywność, jak się zmotywować do pracy, jak walczyć z prokrastynacją, jak się zorganizować, jak rozplanować swój dzień/tydzień/miesiąc. Do tego mnóstwo przydatnych aplikacji pomagających w zarządzaniu swoim czasem, planery i kalendarze do druku, tapety z motywującymi hasłami, tablice motywacyjne, mapy marzeń i celów, inspiracje z Pinteresta.

Wiecie, to wszystko  na pierwszy rzut oka jest fajne. To wszystko ma nam przecież pomóc w dążeniu do upragnionego celu i obojętnie, czy jest nim szczupła sylwetka, posprzątane mieszkanie czy własny biznes. Mam jednak wrażenie, że niektórzy, szczególnie kobiety, dają się złapać w „pułapkę” planowania. Lubimy kolorowe pisaki, karteczki, naklejki, estetyczne okładki naszych zeszytów. Lubimy piękne zdjęcia, chwytliwe złote myśli, realistyczne wizualizacje. Większość nas lubi również mieć ułożony harmonogram i coś, co przypominałoby o narzuconych sobie deadlinach. Tylko ile czasu przeznaczamy na wycinanie, malowanie, ozdabianie serduszkami naszych celów, a ile czasu poświęcamy faktycznie na ich realizację? Ile czasu spędzamy czytając artykuły na temat „jak zacząć?” zamiast spiąć tyłek i faktycznie zacząć?

Rozumiecie, nie chodzi o to, że jestem temu absolutnie przeciwna. Sama mam słabość do motywujących cytatów. A jeśli komuś rzeczywiście pomaga rozpisanie/rozrysowanie sobie wszystkich kroczków, to dlaczego nie? Listy są fajne, a wykreślanie z nich kolejnych punktów jeszcze fajniejsze. Nie podoba mi się natomiast sytuacja, gdy to całe „planowanie” staje się metodą na to, żeby odwlec konkretne działania. Gdy planujemy, rysujemy, wycinamy, dla samego planowania, rysowania, wycinania. Gdy nawet nie tworzymy tej listy czy mapy, a marnujemy cenne godziny szukając inspiracji, jak zrobić to najlepiej, najładniej (bo przecież trzeba później wrzucić zdjęcie na Insta, no nie?). Wtedy to nijak nie pomaga i na pewno nie zbliża nas do celu. Jeśli uzupełnianie każdego ranka planera i zakreślanie wszystkiego kolorowymi pisakami sprawia nam frajdę, to super. Ale jeśli zapominamy po co to robimy i nadal nie zaczynamy działać, to jest to tylko sposób na relaks, poprawę nastroju, może hobby. W każdym razie nie jest to efektywne korzystanie z tego narzędzia.

„Nie można sobie zapewnić reputacji tym, co ma się zamiar zrobić.” – Henry Ford

Sama posiadam kalendarz, w którym zapisuję głównie daty wizyt kontrolnych u lekarza i plik, w którym zapisuję pomysły na blogowe posty i… tyle. Gdy trafia mi się chwila wolnego w ciągu dnia (czyt. Synek utnie sobie drzemkę), szkoda mi 15 minut na wypisywanie, co mam zamiar zrobić. Jako mama przekonałam się, że w 15 minut można zrobić całkiem sporo: nieco ogarnąć mieszkanie, nastawić pranie, zjeść śniadanie, zrobić kilka zdjęć na bloga. A jeśli drzemka potrwa odrobinę dłużej, to mogę ten czas poświęcić na to, co w tej chwili mocno się dla mnie liczy – pisanie powieści. Po prostu siadam i piszę, bez rozwodzenia się nad tym, ile stron planuję napisać, o której skończę i kiedy zrobię sobie przerwę. Wydaje mi się, że osoby, które posiadają znaczne osiągnięcia w jakiejś dziedzinie, również nie bawią się w tworzenie inspirujących tablic, uzupełnianie aplikacji itp. Zwyczajnie są zbyt zajęte treningami, pisaniem, prowadzeniem spotkań, rozkręcaniem własnej firmy, żeby jeszcze pochylać się z kredkami i nożyczkami nad kolorową planszą.

„Nigdy nie ma wystarczającej ilości czasu, by zrobić wszystko, ale zawsze jest wystarczająca ilość, by zrobić to, co najważniejsze.” – Brian Tracy

Moim zdaniem tym, nad czym każdy powinien się skupić, jest po prostu określenie swoich celów, tego na czym mu zależy. Marzenia i cele same w sobie są wystarczającą siłą napędową naszych działań. Pisałam już o tym, jak ważne jest odnalezienie swojej życiowej ścieżki, a także o interaktywnym dzienniku, który może w tym pomóc. Dawno temu pisałam też o tym, że nie istnieje coś takiego jak zupełny „brak czasu” – to tylko kwestia priorytetów. A skoro już wiemy, czego chcemy i chcemy tego bardzo mocno, to po prostu po to sięgajmy. Bez zbędnej filozofii, artykułów biurowych i lukrowanych zdjęć z sieci.


A Wy co o tym myślicie? Lubicie wszelkiego rodzaju motywatory i „wspomagacze” organizacji czasu, czy może też stawiacie po prostu na działanie?