Facet, którego poznałaś na imprezie u koleżanki, zaprosił Cię na randkę. Od wczoraj uśmiech nie schodzi Ci z twarzy i masz wrażenie, jakbyś unosiła się kilka centymetrów nad ziemią. Przystojny, dowcipny, dżentelmen. I macie tyle wspólnych zainteresowań! Czyżby to był „ten jedyny”? Na dzień przed randką odwiedzasz fryzjera i kupujesz boską sukienkę. Ten wieczór ma być idealny!

Jednak w dniu randki budzisz się z nieziemskim katarem. I to drapanie w gardle…. W panice zażywasz wszystkie leki jakie udaje Ci się znaleźć w domowej apteczce. Nie pozwolisz, żeby przeziębienie zepsuło taką okazję! Niestety coś jeszcze staje na przeszkodzie – leje jak z cebra. Eleganckie czółenka, które planowałaś założyć do nowej sukienki wydają się być niezbyt rozsądnym wyborem. Dziś zdecydowanie lepiej sprawdziłyby się kalosze…

Wieczór. Twój książę okazuje się być ideałem (to tacy jeszcze istnieją?!). Ty, nafaszerowana lekami, zmarznięta i przemoczona, starasz się robić dobre wrażenie. Nie, żebyś udawała kogoś, kim nie jesteś – po prostu starasz się być najlepszą wersją siebie samej. Ale jak, do cholery, gdy dowcipy i riposty przychodzą Ci do głowy o godzinę za późno, cały czas szczękasz zębami i jakiś złośliwy głos szepce Ci do ucha, że aspiryna i alkohol to nie może być dobre połączenie….

W końcu księciunio odprowadza Cię do mieszkania. W Twoich snach ten wieczór zawsze kończył się spektakularnym pocałunkiem. Ale kto chciałby całować pociągającą (dziś tylko nosem) nudziarę?

***

Przez całe 5 lat studiów marzyłaś o tej pracy. Wszystkie egzaminy, konkursy, projekty – angażowałaś się z myślą o tym jednym stanowisku. Udało Ci się nawet załapać na staż w firmie o podobnym profilu działalności. Dziś, z CV zawierającym informacje o wymaganym wykształceniu i doświadczeniu, stajesz przed drzwiami przedsiębiorstwa, z którym od lat wiązałaś swoją przyszłość.

Przygotowałaś się do tej rozmowy. Znasz każdy szczegół dotyczący firmy, doskonale orientujesz się w branży, milion razy ćwiczyłaś przed lustrem odpowiedzi na pytania odnoszące się do Twojego życiorysu. Podchodzisz do sprawy poważnie – jak profesjonalistka. To nie może się nie udać.

Gdy po powitaniu siadasz przed komisją złożoną z czterech osób i pada pierwsze pytanie, już wiesz, że to nie będzie łatwa rozmowa. Siedzi przed Tobą czerech cwaniaków, niewiele starszych od Ciebie, którym szybkie wspinanie się po szczeblach kariery najwyraźniej uderzyło do głowy. Kolejne pytania są nie tylko podchwytliwe i wykraczające poza zakres kompetencji dla wybranego stanowiska. Więcej: ci kolesie postawili sobie za cel ośmieszenie Cię i udowodnienie, że Ty tutaj nie pasujesz. Czujesz, że zaczynasz się pocić, a głos coraz bardziej Ci drży. Stres. Język Ci się plącze, nie możesz sobie przypomnieć podstaw ze studiów, nie mówiąc o gotowych odpowiedziach, które tyle razy przerabiałaś w domu. Ta rozmowa to jakaś katastrofa.

Wychodzisz. Dałaś dupy na całej linii.

***

Dieta. Długie treningi kilka razy w tygodniu. Bieganie, bez względu na samopoczucie czy pogodę. Cała lista wyrzeczeń. Inwestowanie w sprzęt, karnety do klubu fitness, odzież sportową. Łzy, chwile zwątpienia i podejmowanie przerwanych ćwiczeń. Od dawna przyświecał Ci jeden cel – udział w maratonie.

Nie chodziło o to, żeby zwyciężyć. Chciałaś po prostu ten maraton ukończyć. Udowodnić innym i przede wszystkim samej sobie, że dasz radę. Że masz w sobie wystarczająco dużo siły i samozaparcia. Przygotowania trwały cały rok i nigdy tak mocno Ci na niczym nie zależało.

W końcu stoisz na linii startu, ze świadomością, że zrobiłaś wszystko co w Twojej mocy, aby nabrać wystarczającej kondycji. Wiesz, że sobie poradzisz – jeśli nie Ty, to kto? 3…2…1….Start! Biegniesz! Wiatr rozwiewa Ci włosy, tętno delikatnie przyspiesza. Na tą chwilę czekałaś, właśnie na to pracowałaś! I kilkaset metrów po starcie…

Jedna głupia nierówność na drodze. Złe ustawienie stopy. Skręcona kostka, szpital. Twoje marzenie w kilka sekund legło w gruzach.

***

456

Tak, powinno istnieć coś takiego jak drugie szanse. Tak, człowiek powinien być oceniany za całokształt. Tak, to niesprawiedliwie, że czasami kilka godzin/minut/sekund decyduje o tym, na co pracowało się nawet latami. Ale tak właśnie jest – i choćbyś stawała na głowie, tego nie przeskoczysz.

Choć trzy powyższe przykłady są fikcyjne, to sama pamiętam mnóstwo sytuacji, gdy bardzo mocno na czymś mi zależało. Przygotowywałam się, marzyłam, pracowałam. A później, w tej decydującej chwili górę brał stres, wygrywało czyjeś widzimisię, byłam oceniana na podstawie pierwszego wrażenia i nawet nie dostawałam możliwości wykazania się. Zupełnie jak w prawach Murphy’ego: „jeśli coś może się spieprzyć, to się spieprzy”. Znasz to, no nie? Pierwsze odczucie: ogromne rozczarowanie. Drugie: złość. Złość na siebie samą, na innych, na paskudny los, który postawił na mojej drodze takie pułapki. To prawda, że trzeba mieć w sobie sporo siły, by pogodzić się z tym, na co nie miało się wpływu. I sporo rozsądku, żeby umieć odróżnić to, co zależało tylko od czynników zewnętrznych od tego, co samemu można było zrobić lepiej. Dla mnie każda taka sytuacja była nauczką. Lekcją, z którą chcąc nie chcąc trzeba było wyciągnąć wnioski. A mianowicie:

Świat może sobie być niesprawiedliwy. Ludzie mogą być prawdziwymi dupkami. Ale nawet jeśli ktoś nie doceni Twoich starań, to przecież Ty sama znasz swoją wartość. Ty wiesz, ile coś kosztowało Cię wysiłku, wiesz ile umiesz, wiesz jaką posiadasz wiedzę, znasz swoje mocne strony. I wiesz co? To w końcu zaprocentuje. Jeśli nie dziś, to jutro. Jeśli nie w ten sposób, to w inny. Jeśli nie tutaj, to tam. Ale w końcu wszystko ułoży się po Twojej myśli, a może nawet lepiej niż sobie wyobrażałaś. Przecież zasłużyłaś na to! Dodatkowo, każdy kopniak od losu to +10 do doświadczenia i +100 do wewnętrznej siły. Wykorzystaj to! I pamiętaj: nigdy nie wątp w swoje możliwości i nigdy się nie poddawaj. Choćby nie wiem co.

Nie dostałaś drugiej szansy? Nie szkodzi. Daj ją sobie sama.

Źródło zdjęć: 1, 2.