Mam słabość do zdjęć. Lubię przemyślane kadry, dobrą jakość, warte uwagi widoki czy nieszablonowe podejście do tematu. I pewnie kiedyś o takich zdjęciach napiszę…  jednak w tym wpisie chodzi mi o zupełnie inny rodzaj fotografii – zdjęcia, na które patrzymy z sentymentem. Nie zawsze idealne, ale za to przenoszące do pięknych wspomnień, wywołujące uśmiech lub łzy wzruszenia . Zdjęcia rodzinne, z przyjaciółmi, ze wspólnych wyjazdów, z ważnych momentów.

Dziś większość z nas ma takie zdjęcia zapisane na dysku, wieloma z nich dzielimy się na facebooku lub instagramie. Nie ma w tym nic złego, w końcu taki już urok naszych czasów i niewątpliwie jest to wygodne. Ja jednak wciąż mam przed oczami te chwile, gdy całą rodziną zbieraliśmy się nad albumem i przerzucając kartki, zaśmiewaliśmy się do łez. I te czarno-białe zdjęcia wiszące na ścianach w domu dziadków – wystarczyło wskazać dowolne z nich, by usłyszeć niesamowitą historię. I kilka fotografii wypadających przypadkiem z szafki podczas sprzątania, a po tym lawinę pytań: „a pamiętasz, jak…?”.

Wydaje mi się, ze obecnie mając możliwość pstrykania dowolnej ilości zdjęć w każdym momencie i dzielenia się nimi ze światem, troszkę straciły dla nas na wartości. A szkoda. Dla mnie są one najlepszym „przechowywaczem” wspomnień i w takiej wersji papierowej wciąż są bardziej „namacalne” niż te zapisane w jednym z wielu folderów na pulpicie. Dlatego też w moim wymarzonym mieszkaniu na bank znajdzie się miejsce na choćby 2-3 ramki, liczę też że z odrobiną organizacji uda mi się zabrać za tworzenie kolejnych albumów. Szukając inspiracji, natknęłam się na sporo ciekawych pomysłów w jaki sposób można wyeksponować takie rodzinne fotografie dysponując kawałkiem wolnej ściany. Mam nadzieję, że któreś z nich przypadną Wam do gustu 🙂

409

385

406

404

407

402

399

403

384

394

389

393

Źródło zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12.