Dawno nie polecałam Wam żadnych filmów. Niestety na oglądanie i czytanie ostatnio wciąż brakowało mi czasu, ale za to gdy już wybierałam się do kina – zależało mi na tym, żeby wybrany film był naprawdę dobry. I dlatego mam dla Was dziś trzy perełki.
„Love, Rosie”
Ten film spodoba się wszystkim miłośnikom wzruszających komedii romantycznych. Chociaż nie… ja bym nazwała go raczej melodramatem z happy endem 🙂 O czym jest: Rosie i Alex, dwójka nastoletnich przyjaciół planuje naukę na jednym z uniwersytetów. Niestety, jedna noc szaleństw wszystko zmienia – Rosie zalicza klasyczną wpadkę i zamiast korzystać z uroków młodości, musi radzić sobie z nową rolą matki. Kiedy Alex wyjeżdża, oboje pomału zaczynają sobie zdawać sprawę, że uczucie które ich łączyło to coś znacznie silniejszego niż przyjaźń. Gdy już jedno z nich jest gotowe, aby przyznać się do tych uczuć, życie stawia na ich drodze coraz to nowe przeszkody. Można powiedzieć, że Rosie i Alex przez całe lata się mijają. Czy ten czas jest zmarnowany? I tak i nie – czasami po prostu do miłości trzeba dojrzeć. Tak naprawdę nie ma w tym filmie nic, czego już byśmy nie znali, historia opowiedziana jest jednak w bardzo przyjemny sposób. Dodajmy do tego bardzo dobre aktorstwo, a gwarantuję, że przez cały czas trwania filmu będziecie kibicowali uroczej parze. Moja ocena: 5/6.
„Focus”
Will Smith w zupełnie nowej roli emerytowanego i w dodatku zakochanego oszusta. Na prośbę słodkiej złodziejki (zjawiskowa Margot Robbie!), daje jej kilka lekcji na temat działania ludzkiej psychiki. Biorą razem udział w paru spektakularnych akcjach, podczas których udaje im się zdobyć miliony. Później ich drogi się rozchodzą, by znów przypadkowo zejść się podczas ostatniego – największego i najbardziej niebezpiecznego – przekrętu. W filmie nie ma widowiskowych akcji, efektów specjalnych, ani pościgów typowych dla większości komedii sensacyjnych. Są za to intrygi, kłamstwa i perfekcyjnie przemyślane sceny, przez co widz sam się zastanawia, co jest prawdą, a co częścią wyreżyserowanego planu. Co jeszcze? Odpowiednia dawka humoru, szczypta uczuć i niezła porcja przyjemnych dla oka kadrów. Ten film raczej nie zapadnie nikomu na długo w pamięć, ale jest po prostu idealny na weekendową rozrywkę. 4/6.
„Whiplash”
Andrew, ambitny perkusista za wszelką cenę pragnie zrobić karierę jako jeden z najwybitniejszych artystów muzyki jazzowej. Udaje mu się dołączyć do szkolnej orkiestry prowadzonej przez kontrowersyjnego nauczyciela Terence’a Fletchera (J.K. Simmons). Gdybym miała napisać w jednym zdaniu o czym jest „Whiplash”, napisałabym tak: to jest film o przekraczaniu własnych granic. Metody dydaktyczne Fletchera pozostawiają wiele do życzenia – znęca się nad uczniami psychicznie i fizycznie, a to wszystko w imię perfekcji. Ciężko ocenić, w którym miejscu kończy się zwykła motywacja i chęć rozwijania pasji, a gdzie zaczyna chorobliwe dążenie do doskonałości i walka o uznanie. Napięcie w filmie ciągle rośnie, pojawiają się – dosłownie – pot, krew i łzy. Wniosek, że wielki talent wymaga wielkiego poświęcenia, nasuwa się sam, a końcówka jest niczym innym, jak wciskającym w fotel pojedynkiem ucznia i mistrza. Czy warto obejrzeć? Jak diabli. 6/6.
A na koniec, taki mały update co u mnie: już po przeprowadzce! Co prawda w nowym mieszkaniu nadal panuje wielki poprzeprowadzkowy chaos, czekamy na część zamówionych mebli i wciąż brakuje dodatków, ale… to już 🙂 ogromnie się cieszę, że udało się nam uporać z tym wszystkim. Teraz będzie czas przede wszystkim na porządki, ale wiecie – to już na spokojnie. Jest dobrze!
16 Comments
Filmy dodaję na listę do obrzejrzenia i trochę zazdroszczę etapu urządzania, super go wspominam. Mimo, że w trakcie nie raz i nie dwa miałam ochotę rzucić to wszystkow cholerę… 🙂
Ja też czasami mam ochotę, zwłaszcza gdy coś nie przychodzi na czas, robotnicy nawalają…. ale i tak satysfakcji jest więcej niż nerwów 🙂
Whiplash oglądałam dwa razy i absolutnie uwielbiam! Na Love Rosie od dawna mam ochotę tylko najpierw chciałabym przeczytać książkę 🙂
Też mam ochotę na książkę i pewnie przeczytam mimo, że już obejrzałam film 🙂 słyszałam, że akcja w filmie i książce nie do końca się pokrywa, tym bardziej jestem ciekawa.
Whiplash ! 🙂 Arcydzieło.
Nie widziałam żadnego, ostatnio cały wolny czas przed ekranem poświęcam na seriale a pora chyba nadrobić filmowe zaległości 😉
A jakie seriale oglądasz? Ja lubię obejrzeć jakiś odcinek wieczorem do kolacji, filmy zwykle nadrabiam z mężem w weekendy 🙂
Uwielbiam! Wszystkie! <3
„Love Rosie”, czeka już na mojej liście 🙂
Na początku kiedy w okolicach grudnia film „Love Rosie” pojawił się w kinach od razu wiedziałam, że na pewno pójdę na seans.. Jednak po przemyśleniach stwierdziłam.. Nie ;p Najpierw przeczytam książkę, a później zobaczę Film. I takim to sposobem, dopiero w zeszłym miesiącu udało mi się ją w pełni przeczytać.. Natomiast po Twojej recenzji przypomniałam sobie o tym, że przecież miałam obejrzeć film dla porównania. O Whiplash też słyszałam sporo pozytywnych opinii, także będzie następny w kolejce 😉 Bardzo fajna lista „ostatnio obejrzanych” !
Gdybym ja miała tyle silnej woli, żeby zawsze najpierw czytać, gdy film jest w zasięgu ręki 😀 choć książka w pierwszej kolejności jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem. Whiplash koniecznie obejrzyj, warto!
Ja właśnie jestem w trakcie czytania książki ” Love Rosie” póki co jest intrygująca i zaskakująca 🙂
„Love, Rosie” kocham już od początku grudnia (premiery w kinie). Natomiast „Whiplash” faktycznie jest bardzo dobry, ale nie powalił mnie na kolana. Ostatnim filmem, który trafił do moich ulubieńców jest „Teoria wszystkiego”. Polecam!
Dzięki za polecenie! Film dodany do listy na święta 🙂
Focus rowniez ogromnie mi sie podobal 🙂 Uwielbiam Margot. Ja moge ze zwojej strony polecic „Black Sea”, „Fast & Furious 7” i „John Wick” 🙂
Na „Fast & Furious 7” pewnie wybierzemy się z Mężem do kina, dwóch pozostałych nie znam – dzięki za polecenie 🙂
Comments are closed.