Postanowiłam odświeżyć cykl, w którym wymieniam książki przeczytane w ostatnich tygodniach, piszę kilka zdań o czym są i czy moim zdaniem warto po nie sięgnąć. Pamiętam, że to była fajna alternatywa dla długich recenzji. Na potrzeby dzisiejszego wpisu wybrałam 6 tytułów. Wierzcie mi, chciałabym więcej… ale i tak jestem z siebie dumna, że zajmując się Synkiem (pierwszy ząbek już prawie mamy!) i pisząc, jakoś udaje mi się znajdować czas na przeczytanie choć kilku stron. Mogę nie mieć czasu na umycie okien, zrobienie prania i ugotowanie obiadu, ale jak jakaś książka leży na półce i uśmiecha się do mnie zachęcająco… sami wiecie 😉
„Człowiek w poszukiwaniu sensu” – Viktor E. Frankl
Zacznę od książki najtrudniejszej, a jednocześnie dla mnie najbardziej wartościowej. Viktor Frankl, profesor psychiatrii i więzień Auschwitz, opisuje swoje przeżycia w obozie koncentracyjnym. Ta pozycja jest jednak zupełnie inna od książek o tematyce Holokaustu, jakie dotąd miałam okazję przeczytać. Autor koncentruje się nie tyle na samym okrucieństwie panującym w obozach, co na emocjach i uczuciach człowieka doświadczającego tak ogromnego cierpienia. Czy człowiek, któremu odebrano dosłownie wszystko, może zachować nadzieję i sens życia? Frankl, który przetrwał walkę o swoje życie i godność, odpowiada na to pytanie z punktu widzenia więźnia i twórcy logoterapii – rewolucyjnej metody psychoterapeutycznej. Książka wyjątkowa, przejmująca… mocno polecam.
„Życie na pełnej petardzie” – ks. Jan Kaczkowski
Z książkami księdza Kaczkowskiego pewnie się już zetknęliście, były dość szeroko promowane przez księgarnie i media. Chory na nowotwór mózgu ksiądz, założyciel hospicjum, dzieli się swoimi przemyśleniami. Opowiada o tym, jak radzi sobie z chorobą, jak stara się być dobrym człowiekiem i czerpać z życia pełnymi garściami. Książka szczera, prawdziwa, momentami poważna, a momentami zabawna, porusza ponadczasowe tematy. Najbardziej uderzył mnie ten przekaz: wszyscy mamy jakieś kompleksy, codzienne problemy. Jednak w obliczu walki o najcenniejszą rzecz jaką jest życie, to wszystko nagle zaczyna się jawić jako nic nieznaczące błahostki. Zamiast więc przejmować się pierdołami i martwić na zapas powinniśmy po prostu ruszyć tyłek i zacząć żyć. Z całych sił, dla siebie i dla innych. Warto.
„Zbyt dumna, zbyt krucha” – Alfonso Signorini
Biografia znanej, utalentowanej i charyzmatycznej kobiety, Marii Callas. Napisana w formie powieści, dzięki czemu bardzo dobrze się ją czyta. Jak się przekonałam, życie tej nieprzeciętnej kobiety bynajmniej nie było usłane różami. Wiedzieliście, że w młodości nie grzeszyła urodą, była okrutnie traktowana przez matkę, a zanim stała się sławna śpiewała w tawernach marynarzy praktycznie za darmo? Wyśmiewana, krytykowana, samotna, również w miłości nie miała szczęścia – mężczyzna, który był dla niej całym światem i dla którego porzuciła karierę, również zachował się w stosunku do niej jak ostatni cham. Czytając nieraz zadawałam sobie pytanie: „skąd ona miała w sobie tyle siły?”. Biografia być może mało obiektywna i wybiórcza, autor chyba też czasami zbyt dawał się ponieść wyobraźni, mimo to warto przeczytać. Ta historia wzrusza i inspiruje, pokazuje, że droga na szczyt bywa trudna i wyboista.
„Utracona i odzyskana” – Lucy Foley
Kolej na coś lżejszego 🙂 „Utracona i odzyskana” to bardzo dobra powieść dla kobiet. W ręce Kate trafia rysunek przedstawiający jej biologiczną babkę. Dziewczyna, która nie ma żadnej innej rodziny, postanawia wyruszyć na poszukiwania. I tak, po nitce do kłębka, trafia do domu znanego malarza na Korsyce, który jest autorem rysunku. Malarz opowiada jej niesamowitą historię miłości studenta prawa, który marzy o tym, aby malować i odważnej, pięknej dziewczyny –Alice, babki Kate. Babcię udaje się odnaleźć i jak się okazuje, ma ona do opowiedzenia własną wersję wydarzeń sprzed lat. A w międzyczasie Kate sama spotyka mężczyznę, w którym zaczyna się zakochiwać… Powieść o miłości, kłamstwie, poświęceniu, utrzymana w niezwykłym klimacie. Wciągająca, ciepła i fascynująca. Co prawda końcówka nieco mnie rozczarowała (lubię „happy endy”, a tu nie było takiego typowego „happy endu” i zabrakło mi kontynuacji jednego wątku), ale muszę przyznać, że czytając ją bardzo miło spędziłam czas.
„Pewnego dnia” – Emily Giffin
Na książki tej autorki już od jakiegoś czasu miałam ochotę i cieszę się, że właśnie ta powieść dzięki wymianie książkowej trafiła w moje ręce. Nastoletnia, adoptowana Kirby postanawia odnaleźć swoich biologicznych rodziców. Odnaleźć to jedno… ale czy matka i córka po tylu latach są w stanie zbliżyć się do siebie? Czy to w ogóle dobry pomysł? Jak zareagują na to adopcyjni rodzice Kirby? Smaku dodaje ciekawy sposób narracji –poznajemy punkt widzenia dziewczyny, a następnie te same wydarzenia opisywane są z perspektywy jej matki, która jako nastolatka zaszła w ciążę i wtedy oddanie dziecka do adopcji wydawało się jej najlepszym rozwiązaniem. Jak się teraz przekonuje, konsekwencje decyzji podjętych w młodości będą nad nią ciążyć przez całe życie. A co na to wszystko ojciec Kirby? Tego nie zdradzę, musicie przeczytać! Książkę czyta się szybko i lekko, a przy tym daje do myślenia. Spotkałam się z opinią, że Emily Giffin jest mistrzynią w opisywaniu emocji i relacji między ludźmi; mogę się pod tym podpisać rękami i nogami.
„Fanaberie” – Jolanta Wrońska
Skusiła mnie okładka, musicie przyznać, że wygląda apetycznie 🙂 Klara Werner, właścicielka sieci cukierni, wpada w kłopoty finansowe i wkrótce może stracić cały swój majątek. W ratowaniu firmy pomagają jej dorastające dzieci, które wykazują się godnym podziwu sprytem. Pomysł na fabułę jest ciekawy, język również, akcja toczy się bardzo szybko, jest też trochę humoru… a jednak mam co do tej książki mieszane uczucia. Po pierwsze, jest bardzo dużo odniesień do giełdy, moim zdaniem zbyt dużo. Ja akurat nie miałam z tym problemu dzięki moim studiom (finanse), ale czytelniczka, która nastawia się na lekką kobiecą lekturę i nie ma obycia w świecie biznesu, mogłaby się w tym pogubić. Po drugie, niektóre wątki (choćby miłosny) są dość banalne i oczywiste. No, po prostu ta książka mnie nie porwała. Autorka ma jednak świetne pióro i myślę, że jeśli wyjdą kolejne jej książki, to dam im szansę.
Spotkaliście się z którąś z powyższych książek? Jakie są Wasze wrażenia? A może Wy mi coś dobrego polecicie (mam ogromną ochotę na jakiś wciągający kryminał!)?
21 Comments
To ja się pochwalę, ze czytam teraz książę mojego życia czyli Harryego Pottera w oryginale i udaję, że uczę się w ten sposób angielskiego. Ale książki Emily Giffin chętnie bym przeczytała, bo pochłonęłam jej poprzednie książki, takie lekkie i przyjemne 🙂
Harry to już właściwie klasyka, też się kiedyś zaczytywałam 🙂 na inne książki Emily również mam ochotę, idealnie jakby były dostępne w bibliotece 🙂
Może u kogoś w październiku upolujesz na II edycji wymiany 🙂
„Życie na pełnej petardzie” mam w planach (może nie najbliższych, ale jednak).
Zaintrygowałaś mnie pierwszą propozycją, o której jeszcze nie słyszałam. Tę książkę przeczytam na pewno.
Polecam jeszcze raz, naprawdę warto 🙂 daj znać jak przeczytasz!
Czuję się poniekąd współwinna minirecenzji Giffin 🙂 cieszę się, że Ci do gustu przypadła 🙂 a sama muszę w końcu po Kaczkowskiego sięgnąć
A ja się cieszę, że udało mi się ją zdobyć 🙂 wymiana była naprawdę świetnym pomysłem, jeszcze kilka książek z wymiany czeka na przeczytanie 🙂
Super! Czyli rozumiem, że w jesiennej edycji mogę na Ciebie liczyć??
Oj ja mam cały stosik, bo z wymiany do tej pory tylko dwie przeczytałam. Myślałam, że jak będę miała tyle książek, to po prostu zacznę je czytać, a ja ciągle biblioteka albo nowy zakup 🙂 Ale Twoja Toskania jest świetna na wakacje, więc… powinnam ją chyba spakować do walizki 🙂
Myślę, że tak, na pewno do jesiennej edycji uzbiera się przynajmniej kilka książek 🙂
U mnie podobnie, co chwilę przybywa coś nowego albo Mama przyniesie jaką ciekawą książkę z biblioteki… i czytam w pierwszej kolejności te z biblioteki, bo trzeba oddać 😉 liczę, że Toskania Ci się spodoba! Miłej lektury 🙂
Też mam taką nadzieję 🙂
U mnie na półce stoją Fanaberie, lecz jeszcze ich nie czytałam. Pierwsze trzy wydają się bardzo interesujące.
Daj znać, jak już przeczytasz. Ciekawa jestem, czy tylko ja mam takie odczucia do tej książki, czy może odbierzesz ją inaczej 🙂
Na pewno u mnie na liście do przeczytania jest Życie na pełnej petardzie. Zwróciłaś mi również uwagę na Człowiek w poszukiwaniu sensu. muszę sobie ją zapisać, bo tematyka jak najbardziej moja.
Cieszę się, że znalazłaś tu coś interesującego dla siebie. Ta książka na pewno Cię nie rozczaruje 🙂
Przeczytałam trzy z Twojej listy. Biografia Marii Callas mnie nie porwała, bo fabularność akcji sprawiła, że nie była dla mnie autentyczna. Emily Giffin może pisze tak, ze łatwo się czyta, ale równie szybko zapomina. Wiem, że czytałam jeszcze jedną książkę tej autorki, ale nie pamiętam o czym… Fanaberie nasze rodaczki to książka, którą kupiłam i przeczytałam w zeszłym roku nad morzem. Dobrze mi się kojarzy i chyba tylko dlatego ją zapamiętałam. Okładka zrobiła swoje! 😉
Pozostałych książek nie znam…Może przy okazji zajrzę? 😉 Pozdrawiam
Emily Giffin i w ogóle tego typu powieści dla kobiet również szybko zapominam, ale też czytam je z takim nastawieniem – tylko dla relaksu, nie oczekuję niczego więcej 🙂 zachęcam do zajrzenia do pozostałych, których jeszcze nie znasz. Może podzielisz się opinią jak przeczytasz? 🙂 pozdrawiam!
„Życie na pełnej petardzie” mam już od pewnego czasu w planach 🙂
Na pewno się nie zawiedziesz! 🙂
Pierwsze trzy dość ambitne, pierwsza chyba dla mnie za trudna do udźwignięcia. Emmily czytałam :). Ostatnia faktycznie apetyczna :).
Pierwsza rzeczywiście nie jest łatwa. A Emily jak Ci się podoba? 🙂
Emily bardzo leciutka. Zjada się ją jak kanapkę z pomidorem. 🙂
Comments are closed.